Pokazywanie postów oznaczonych etykietą relacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą relacja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 kwietnia 2014

Wygrana w finale pocieszenia... Kyrie chce zostać w Cleveland!

Cezary Szwarc
Na zakończenie sezonu fani Cleveland Cavaliers mogli obejrzeć naprawdę miły dla oka mecz. W końcu była to "Noc kibiców" w The Q, a więc Kawalerzyści zagrali bardzo dobre zawody i w pięknym stylu (jakby nie kończył się dziś dla nich sezon) rozgromili Brooklyn Nets 114:85. Dodatkowo pocieszeni mogliśmy się poczuć po potyczce, kiedy Kyrie Irving zapewnił dziennikarzy, że nie wybiera się nigdzie i chce zostać w Cleveland (podpisać przedłużenie umowy)! Tym samym rozwiał już chyba wszystkie pogłoski na temat ewentualnego opuszczenia Ohio.

Najpierw wspomnę jednak o tym, co mi się dziś w nocy nie podobało. Naprawdę nie lubię czegoś takiego. Moja ulubiona drużyna gra kompletny piach, po czym w ostatnich meczach sezonu postanawia walczyć o playoffy, a zupełnie ostatni mecz rozgrywają w stylu, jakby szykowali się do walki o najwyższe cele w rozgrywkach posezonowych. Nakręca to moje oczekiwania względem nowego sezonu - że będzie lepiej (przecież się rozwijają) - i usprawiedliwia nieco zakończone rozgrywki - bo przecież pozostawili po sobie dobre wrażenie.

Tak jednak nie będzie. Wysoce prawdopodobne, że spotkamy się z ich niedołężnością również pod koniec października i będziemy tylko źli na narobienie nam nadziei takim spotkaniem. No, ale co zrobisz - jesteś fanem Cleveland Cavaliers i kochasz tę drużynę mimo wszystko. Takie same podejście mają kibice w Ohio, którzy choć źli na swój zespół, ponownie zapełnili trybuny The Q, aby kibicować ekipie, która postanowiła dzisiaj odwdzięczyć się im za poświęcenie podczas całych rozgrywek.

Pierwsza połowa potyczki była wyrównana, choć oglądając grę Cavs w takim stylu wydawać się mogło, że będą wygrywać po dwóch kwartach przynajmniej różnicą 10 punktów. Nets świetnie trzymali się w grze i dopóki drużyny nie zamieniły się stronami i wspomnianą przewagę trudno było uzyskać. Sytuacja zmieniła się po przerwie, kiedy CC zaczęli grać jeszcze lepiej ->
Różnica rosła na korzyść Winno-Złotych, piłka chodziła jak po sznurku, Nets chyba pojechali już do Nowego Jorku, a Cavs wykonaliśmy więcej wsadów, niż łącznie w 20 ostatnich meczach.. Swoje szanse otrzymały głębokie rezerwy i bardzo dobrze się spisały. Do gry wrócił chociażby nasz nowy LeBron James hahahah - Anthony Bennett i Carrick Felix.

Antek jakby schudł, cycki nie latały mu w koszulce jak aktorkom ze Słonecznego Patrolu i przekonał się chyba do tego, że umie grać w kosza - zaliczył 7 punktów i 7 zbiórek w 15 minut gry. Felix dorzucił 10 oczek, 2 zbiórki, 3 asysty i również mógł pochwalić się swoim atletyzmem.

Najlepszym zawodnikiem na parkiecie był Tyler Zeller, który wyrasta u mnie na cichego bohatera tego sezonu. Wystarczy przeliczyć sobie jego statystyki na 36 minut i zauważymy, że poczynił jeden z największych postępów w całej drużynie. Dzisiaj trafił 9 z 11 rzutów do kosza, rozdał 2 asysty, zablokował 2 rzuty rywali, ładował piłkę z góry aż miło i wyrwał 11 zbiórek. O Zellerze przeczytacie więcej w moim podsumowaniu sezonu, które pojawi się na stronie w niedługiej przyszłości.

W rozmowie z dziennikarzami po meczu Kyrie Irving dopytywany o czekającą na niego decyzje podpisania lub nie przedłużenia umowy z Cavs,powiedział... tak, powiedział to!

"Jeśli zaoferują mi umowę, podejmę najlepszą decyzję dla siebie i mojej rodziny. Jestem częścią tej organizacji i chcę w niej pozostać, bo wiem, że idziemy w dobrym kierunku. Chcę być częścią czegoś wyjątkowego, co z pewnością powstanie w Cleveland." - Irving.

czwartek, 10 kwietnia 2014

Wygrywamy i ... kończymy sezon

Cezary Szwarc
Pomimo dwóch ostatnich porażek, koszykarze Cleveland Cavaliers nie złożyli broni i zamierzają do końca sezonu regularnego bić się o każde zwycięstwo. Kawalerzyści udowodnili to dzisiaj, bezlitośnie ogrywając na własnym parkiecie Detroit Pistons 122:100. 

Niestety, przez lepszą grę naszych bezpośrednich rywali o ósme miejsce, to właśnie dziś skończyły się szanse Cavs na występ w playoffach...

"Czuję pustkę... Teraz, kiedy nasze szanse przepadły... czuję tylko pustkę. Jedyne o czym myślę, to wszystkie te rzeczy, które mogłem zrobić lepiej, a nie dałem rady..." - mówił po meczu lider drużyny, Kyrie Irving.

Już niedługo będziecie mogli przeczytać na naszym blogu podsumowania sezonu. Podejrzewam, że swoją wnikliwą analizę przedstawi większość lub wszyscy blogerzy cavalierspl.blogspot.com. Na razie skoncentrujmy się jednak na ostatnich meczach, które pozostały do rozegrania drużynie z Ohio.

W pojedynku z Pistons od momentu, kiedy piłka poszła w górę, Winno-Złoci narzucili swój rytm gry. Dzięki szybkiemu powiększaniu przewagi sporo minut gry otrzymali dziś rezerwowi, a najlepszym z nich był ekscytujący Matthew Dellavedova z dorobkiem 14 punktów, 12 asyst, 4 zbiórek - a wszystko to przy skuteczności z gry - 57%.

"Rozbili nas. Zaczęli swoją drogę po zwycięstwo od pierwszej minuty. Byli bardziej zaangażowani i gotowi do poświęcenia." - komentował grę Cavaliers, trener Detroit Pistons - John Loyer. "Ta liga nie wybacza, zaczęliśmy słabo i zostaliśmy za to ukarani. Cavs mieli gdzieś, że my wygraliśmy wczoraj z Atlantą, dzisiaj to oni chcieli być lepsi." - dodawał coach.

Poza Dellavedovą świetnie spisał się też Dion Waiters - 22 oczka, 3 zbiórki i 8 asyst. Anderson Varejao skompletował d-d z ławki rezerwowych - 11 punktów i 12 zbiórek, a 18 oczek dorzucił Tyler Zeller.

15 punktów, w tym trzy trójki na 100% skuteczności dodał Spencer Hawes, a Luol Deng zanotował 7 asyst i zdobył 13 punktów.


sobota, 5 kwietnia 2014

Nie tak miało to wyglądać…


Mateusz Jakubiak
Cleveland Cavaliers jechali do Atlanty z wielkimi nadziejami. W końcu to miał być kluczowy mecz tego sezonu. Wygrana zbliżyłaby ich znacznie do Playoffs, tym bardziej, że w MSG polegli New York Knicks. Wszystko zatem układało się jak trzeba. Tylko, że trzeba jeszcze wygrać swój mecz. I tu zaczęły się schody… Za wysokie dla Cavs…

Spotkanie od początku nie układało się po myśli Kawalerzystów. „Jastrzębiom” ewidentnie tego dnia siedziały rzuty zza łuku. Paul Millsap zdobył szybkie 10 pkt, podobnie jak nasza gwiazda – Dion Waiters. Na koniec pierwszej ćwiartki CC przegrywali już 23-39, co jasno pokazuje, że defensywa Cavs tego dnia była tragiczna.

W drugiej kwarcie prowadzenie Hawks sięgało nawet 19 punktów. CC nie radzili sobie z, na ogół, przeciętnymi zawodnikami z Atlanty, co pokazuje 18 oczek Mike’a Scotta do przerwy. W całym spotkaniu gracz ten trafił 12/13 rzutów i skończył spotkanie z 26 punktami. Na koniec drugiej ćwiartki Cavaliers doszli przeciwników na 12 punktów i wydawało się, że II połowa może jeszcze nam przynieść nieco radości.

Nic z tych rzeczy. W całym spotkanie Wine & Gold ani razu nie prowadzili (!!!). Trzecia kwarta znów obnażyła braki Cavs. Drużyna z Cleveland na ogół źle gra w tych częściach spotkań, zdarzają się również dobre III ćwiartki. Cavaliers nie potrafią nigdy zagrać w niech po prostu równo. Przed ostatnimi dwunastoma minutami meczu CC przegrywali już 73-90 i stało się jasne, że czeka nas znowu smutna noc.

W czwartej kwarcie znów było gorzej. Mecz zakończył się wynikiem 117-98 dla Hawks, którzy znów są na ósmym miejscu w Konferencji Wschodniej. Cavs tracą do nich 3 zwycięstwa (do NYK 2). Warto rzucić okiem na garść statystyk z dzisiejszego meczu.

Przede wszystkim po oczach bije różnica w asystach. „Jastrzębie” miały ich aż 35, przy zaledwie 16 CC. W rzutach z gry i za trzy punkty Atlanta również stłamsiła naszych ulubieńców.

Jeśli chodzi o pozytywy Cleveland, to możemy tu z pewnością zaliczyć wspomnianego już Waitersa (23 pkt) oraz centra Spencera Hawes’a (16 pkt, 10 zbiórek). W barwach gospodarzy dobry mecz rozegrał Jeff Teague (20 pkt, 12 asyst), Louis Williams (16 pkt, 6 asyst) i podani wyżej Millsap i Scott.

Kolejny meczy Cavaliers rozegrają już dzisiejszej nocy, a ich przeciwnikami będą Charlotte Bobcats. Początek o 1:30 polskiego czasu.


czwartek, 3 kwietnia 2014

Walczymy dalej! Blow-out na Magic

Cezary Szwarc
Cleveland Cavaliers nie mieli litości dla swoich rywali z Florydy i wygrali dzisiejszy mecz 119 do 98. Tym samym CC wciąż utrzymują się w walce o playoffy. Do gry w Orlando wrócił po kontuzji Kyrie Irving, z kolei swój debiut zanotował Scotty Hopson.

Pierwsze minuty spotkania nie wyglądały zbyt dobrze. Kawalerzyści grali, jakby pauzowali od kilku tygodni i dopiero przypominali sobie, jak to było grać w kosza w NBA. Związane było to jednak z właśnie kilkutygodniową absencją lidera drużyny, który wrócił dzisiaj w nocy na mecz. Kyrie Irving zagrał od pierwszej minuty, ale było widać, że musi wejść w rytm gry. Magic ogrywali nas wysokimi pick&rollami, po których rolujący (już z piłką), zagrywał jeszcze do ścinającego po linii końcowej wysokiego. Wydawało się, że mamy dwie linie obrony, a rywale trzy linie ataku. Zawodnik ścinający przy samym koszu był bowiem prawie zawsze wolny... 

Po przerwie CC zaczęli grać agresywniej po obu stronach boiska. Szczególnie obrona przyjezdnych dała się we znaki rywalom, bowiem Mike Brown wystawił obronę "na całym", co szybko przyniosło stratę Magic i szybkie punkty Cavs. Od tego momentu wchodziliśmy już swój rytm, zliczając run 13:2. Irving dzielił się piłką z Waitersem, Thompson walczył o każdy centymetr parkietu, a Luol Deng i Spencer Hawes (4 asysty Spencera w pierwszej kwarcie) grali świetnie w akcjach dwójkowych "podaj, zbiegnij". Matthew Dellavedova gryzł parkiet, a Jarrett Jack wsadzał do kosza. Świat wydawał się mniej ponury...

Cavaliers rzucili rywalom 70 oczek w pierwszej połowie i mecz właściwie już się zakończył.

Po trzech kwartach tablica wyników wskazywała prawie 100 oczek zdobytych przez gości. Czwartą kwartę rozpoczął drugi skład, a do końca mecz rozegrali już rezerwowi z głębi ławki Mike'a Browna. Na parkiecie pojawili się chociażby Sergey Karasev, który zdobył 4 oczek w 3 minuty gry. Na boisko wyszedł też najnowszy nabytek zespołu - Scotty Hopson, jednak rozegrał on jedynie 2 minut, w których zanotował jeden przechwyt i 1 punkt.

Aż trzech zawodników pierwszej piątki zdobyło dziś 20 i  więcej punktów. Thompson zaliczył 20,  Hawes tyle samo, przy czym pierwszy zebrał 11 piłek, a drugi wywalczył na desce 8 zbiórek i rozdał 5 asyst. Kyrie Irving po powrocie zanotował 17 oczek na wyśmienitej skuteczności 7/8 z gry, rozdając jeszcze 8 kluczowych podań i zbierając 6 piłek. Dion Waiters, który wywalczył sobie miejsce w s5, był najlepszym strzelcem drużyny. Z łatwością zapunktował na 26 oczek. Jarrett Jack dorzucił z ławki 13 punktów, 4 zbiórki i 4 asysty, a 5 ostatnich podań i 3 punkty dodał od siebie Dellavedova.

New York Knicks wygrali swoje dzisiejsze spotkanie i zajęli ósme miejsce na wschodzie. Z ostatniej pozycji promowanej awansem do playoffów spadli z kolei Atlanta Hawks. Licząc prawie na cud, wciąż pozostają nam jeszcze szansę na wyrwanie ósmej lokaty.

poniedziałek, 31 marca 2014

Ważna wygrana z Pacers

Jacek Mazurek
Cleveland Cavaliers wygrali ważny mecz (w kontekście potencjalnych playoffów) z Indaianą Pacers we własnej hali. Równa gra całego zespołu pozwoliła pokonać kandydatów do mistrzostwa NBA. Dion Waiters znów pokazał że może być liderem, ale czy będzie liderem jak wróci Irving?

Kawalerzyści rozpoczęli to spotkanie od mocnego uderzenia prowadząc w pierwszej kwarcie 8-0. Zawodnicy Pacers jednak szybko przypomnieli sobie że mecz już się zaczął i zaliczyli run 17-8 wychodząc na prowadzenie. Po wejściu na parkiet Andersona Varejão, podopieczni Mike'a Browna odrobili przewagę, nie oddając już prowadzenia w meczu. Niestety w drugiej kwarcie urazu doznał Varejão, który zszedł z boiska i nie pokazał się więcej na parkiecie. W ostatniej kwarcie przewaga urosła do 20 punktów, a Cavs do końca meczu dyktowali warunki gry.

Cały zespół zagrał równo na co wskazują statystki: każdy ze starterów zdobył co najmniej 11 punktów. Najwięcej oczek uzbierał Dion Waiters- 19. Kolejny świetny mecz rozegrał Jarret Jack 11 punktów (4-11 z gry), 6 zbiórek i 9 asyst. Tristan Thompson zanotował 32 double-double w tym sezonie. Matthew Dellavedova miał 11 punktów, 6 asyst i do końca trzeciej kwarty nie spudłował rzutu.
"Będziemy walczyli tak długo jak będzie trwał sezon. Przestaliśmy martwić się innymi sprawami i skupiliśmy się na grze. Razem gra nam się coraz lepiej i musimy to wykorzystać." Jarrett Jack
W drużynie naszych rywali słabo wypadł Roy Hibbert, który miał tylko 5 zbiórek i skuteczność 2-9 z gry. Paul George w The Q nie błyszczał, ale był najlepiej punktującym zawodnikiem Indiany (15 punktów,7 zbiórek,4 asysty).

Kolejny mecz w środę przeciwko Orlando Magic. 

czwartek, 27 marca 2014

Dion Waiters wygrał mecz w Detroit!

Cezary Szwarc
Droga do odkupienia Diona Waitersa właśnie dociera do swego kresu. Obwodowemu pozostało już chyba tylko udowodnić, że potrafi grać z Kyrie'm Irvingiem, aby w pełni przekonać do siebie organizację i kibiców. Dzisiaj w nocy nasz numer #3 oddał zwycięski rzut w Detroit, dzięki czemu Cavaliers z wynikiem 97:96 zanotowali trzecie zwycięstwo z rzędu. Problem tylko w tym, czy nawet prawidłowo rozwijający się Dion będzie potrafił w przyszłości dzielić parkiet z Irvingiem?

Cavs słabo rozpoczęli to spotkanie i wydawało się, że polotu i energii z poprzedniego pojedynku nie starczyło im już na drugie starcie back-to-backu. Na szczęście na posterunku był Dion i Matthew Dellavedova. Ten drugi zagrał swój najlepszy mecz w dotychczasowej karierze w NBA. Poza 3 zbiórkami i 6 asystami, trafił 5 z 7 rzutów za trzy i zanotował swoje career-high punktów - 21.

Waiters dorzucił 18 oczek, w tym game-winner na równo z syreną z prawego rogu boiska. Do swojego dorobku dodał jeszcze 4 asysty i 4 zbiórki, jednak spudłował wszystkie 6 prób zza łuku. Przed Kawalerzystami trudne zadanie - czy trzymać tak rozwijającego się Waitersa w drużynie, czy z podwyższoną wartością wymienić go za zawodnika, który lepiej będzie grał z Irvingiem? Jak do tej pory obaj zawodnicy nie potrafili ze sobą dobrze współpracować, a ich umiejętności w sporej części się pokrywały.

"Luol podszedł do mnie i powiedział, że jeśli tylko uda się zrobić dla mnie miejsce, mam rzucać. Udało się wykreować pozycję, oddałem rzut i wiedziałem, że to trafię." - komentował swój game-winner, Dion Waiters. "To było wspaniałe uczucie. Cieszę się z reakcji moich kolegów po trafieniu, to było cudowne. Najlepsze uczucie na świecie." - dodawał jeszcze o radości całego zespołu.

Świetny występ zaliczył Anderson Varejao, który wywalczył 16 piłek na deskach, w tym 7 w ataku i zdobył 12 oczek, grając jedynie 31 minut. Jarrett Jack gra w ostatnich spotkaniach równo i dzisiaj zaliczył 17 punktów i 2 asysty. Kłopoty ze skutecznością mieli Luol Deng (3/14) i Tristan Thompson (0/3).

środa, 26 marca 2014

Nie daliśmy się Dinozaurom!

Cezary Szwarc
Jednak nie tankujemy? Cleveland Cavaliers we wspaniałym stylu wywalczyli zwycięstwo nad dużo wyżej klasyfikowanymi Toronto Raptors. Jest to druga z rzędu wygrana i kolejny mecz, w którym ekipa bez swojego lidera pokazuje zupełnie nowy charakter. W wygranym 102:100 spotkaniu przeciwko Dinozaurom z Toronto kilku Kawalerzystów zagrało bardzo dobre indywidualne zawody, ale na końcowy sukces zapracował tak naprawdę cały waleczny kolektyw.

Po obejrzeniu pierwszej kwarty meczu napisałem na twitterze: "Jeśli Cavs grają szybko, to grają dobrze. Jeśli grają atak pozycyjny to jest piach, bo Brown dalej nie wymyślił im żadnego systemu (offensywnego)." I wiecie co? Tylko częściowo miałem rację (to i tak dobrze). CC miażdżyli Raptors szybkimi atakami wyprowadzanymi po twardej obronie pod koszem, zbiórkach i wyjściu do kontry nawet trzema rozgrywającymi - Waitersem, Jackiem i Dellavedovą.

Dzięki temu po pierwszej połowie prowadzili 59:45, a my mięliśmy już za sobą kilka "ochów" i "achów" po wsadach i blokach naszych ulubieńców. Ba, były nawet crossovery, choć nie było Irvinga. Najbardziej zdziwiłem się, kiedy Luol Deng ograł jednego z rywali! Tamten nie upadł na parkiet, ale tak się zdziwił po tym, co zobaczył, że dochodził do siebie jeszcze przez dwie kolejne akcje.

Wszystko załamywało się, kiedy tempo zwalniało, a Cavs ponownie przechodzili do swojego ataku "Mam piłkę, to coś spróbuję, może nawet jakiś pick&roll. Później ktoś inny spróbuje...". Zero pomysłu, dno i dwa metry mułu, ale Mike Brown jakby przeczytał mój wpis, bo właśnie w drugiej połowie przestał on w pełni pokrywać się z prawdą. Majki w jakiś cudowny sposób zachęcił zawodników do ciekawych trójkowych zagrań "podaj i biegnij", które kilka razy kończyły się ścięciem pod kosz przez środek lub z linii końcowej - po zasłonie od trzeciego gracza. Były też ciekawe dwójkowe rozwiązania po autach (poza tymi w ostatnich minutach, kiedy CC nie mogli wybić piłki...), jednak w czwartej kwarcie okazało się, że Toronto da radę nas dogonić, bo przy tym wszystkim... nad nie potrafimy dbać o piłkę.

Straciliśmy 14 piłek przy 7 stratach gości. Raptors odrobili ponad 20-punktową stratę i wyszli na prowadzenie. Na szczęście w ostatnich minutach byli zupełnie "zamrożeni" za łukiem, a zespołowe akcje Winno-Złotych przynosiły punktowe rezultaty. Szczęśliwie drużyna dowiozła zwycięstwo do końcowej syreny, jednak wpędziła tym samym kibiców w konsternację "O co w końcu walczymy - playoffy, czy draft?!".

Najlepszy mecz zagrał Luol Deng, choć wielu wybrałoby Waitersa. Ex-Bull grał jednak równo, wszechstronnie i cały czas mądrze, notując 19 oczek, 6 zbiórek i 7 asyst, kiedy Dion zaliczał efektowne punkty po grze jeden na jednego i ciekawe podania, aby na początku czwartej kwarty zmarnować kilka ważnych posiadań  - źle wyselekcjonowane rzuty. Mimo to, na swoim koncie uzbierał 24 punkty, 3 zbiórki i 7 asyst. Tristan Thompson skompletował double-double 15 oczek, 13 zbiórek i był dzisiaj najszybszym podkoszowym na boisku. Spencer Hawes i Anderson Varejao zanotowali niezłe wyniki - pierwszy miał 11 oczek i 7 zbiórek, drugi dał drużynie tyle samo punktów z 8 zbiórkami.

Jarrett Jack był kapitanem (13 punktów, 5 zbiórek, 5 asyst), a Matthew Dellavedova był... kapitalny (4 zbiórki, 5 asyst i dawka energii, którą na boisko wnoszą w lidze wnoszą tylko Anderson Varejao i Joakim Noah). Alonzo Gee bronił, dobrze bronił.

poniedziałek, 24 marca 2014

Przerwaliśmy serię Knicks! Odrodzenie Jarretta Jacka

Cezary Szwarc
New York Knicks - jedno z największych rozczarowań tego sezonu (dla mnie remis z Cavs), zajmują pozycję dziewiątą w tabeli konferencji wschodniej, plasując się tuż nad Cleveland Cavaliers. Nowojorczycy w ostatnim czasie postanowili, że jednak powalczą jeszcze o playoffy i skoncentrowali się na grze. Przyniosło im to aż osiem zwycięstw z rzędu, ale znak "stop" postawili przed nimi depczący im po piętach Kawalerzyści. W rozegranym dziś w nocy spotkaniu w Madison Square Garden w NY, Winno-Złoci wygrali 106:100.

Do składu Cavaliers wrócił dziś Luol Deng, jednak to nie on sprawił, że drużyna wywalczyła zwycięstwo na terenie rywala. Atmosferę powoli zbliżających się rozgrywek posezonowych wyczuł już Jarrett Jack i włączył swój najwyższy bieg, przypominając nam jak wyglądały jego występy w Golden State Warriors.

Nasi ulubieńcy przegrali pierwszą kwartę, pozwalając swoim rywalom na rzucenie 34 punktów. W drugiej odsłonie wcale nie było dużo lepiej i ją również przegraliśmy 19:27. Przebudzenie nastąpiło po zmianie stron, kiedy to obudziły się instynkty strzeleckie Diona Waitersa i wspomnianego Jacka.

Jarrett zdobył 23 oczka w samej drugiej połowie, a łącznie uzbierał ich na swoim koncie 31, notując double-double z 10 asystami. Waiters dorzucił jeszcze 22 oczka, a 11 punktów z ławki rezerwowych dodał wracający do rotacji - Alonzo Gee.

"Musieliśmy się tylko skoncentrować. Każdy z osobna musiał wnieść coś od siebie do gry, a razem jako zespół musieliśmy wnieść do gry to samo, wysokie zaangażowanie. Skupiłem się na swoich zadaniach, zacząłem je wykonywać, a w ślad za mną poszli moi koledzy." - komentował niczym prawdziwy lider, Jarrett Jack.

Kolejny mecz już jutro, a rywalami będą zawodnicy Toronto Raptors.


piątek, 21 marca 2014

Thunder wygrali w The Q. Spóźnione tankowanie?

Cezary Szwarc
Bez niespodzianki zakończyło się spotkanie Cleveland Cavaliers z kontenderem do tytułu mistrzowskiego NBA - Oklahomą City Thunder. Grzmoty wygrały w Quicken Loans Arena 102:95, a do zwycięstwa poprowadził ich Kevin Durant. Obie drużyny zagrały bez swoich podstawowych rozgrywających - Kyrie'ego Irvinga i Russella Westbrooka. Absencja startera wyszła jednak na gorsze drużynie Cavs.

Podobnie, jak w meczu przeciwko Miami Heat, Kawalerzyści nie zamierzali łatwo oddać zwycięstwa w tym spotkaniu. Thunder wypracowali sobie co prawda małe prowadzenie, ale Cavaliers nie odstępowali ich na krok. Na nieosiągalnym dla innych zawodników poziomie grał Kevin Durant. Lider gości nie zrobił takiego show, jak kilka dni wcześniej LeBron James, ale bez przerwy pilnował, aby jego team przypadkiem nie stracił przewagi. Z łatwością zdobywał punkt za punktem, kiedy wymagała tego sytuacja na parkiecie.

Pomimo tego, CC zbliżyli się do rywali pod koniec czwartej kwarty zmniejszając prowadzenie przyjezdnych z +20 do +5 (97:92). Wtedy ponownie piłkę w ręce wziął Durant. Jedynym rozwiązaniem na Durantulę było faulowanie, jednak z ostatnich sześciu rzutów wolnych, KD spudłował tylko jeden. W międzyczasie za trzy trafił Dion Waiters, który był też autorem punktów na zmniejszenie straty do wspomnianego wyniku 92:97.

Niestety, Dion nadal nie nauczył się rzucać po swoim najlepszym zagraniu, czyli wejściu pod obręcz. Nagminnie jest tam blokowany, bo nie potrafi nauczyć się choćby od Kyrie'ego Irvinga chowania piłki, zastawiania się ciałem i zmiany ręki rzucającej w powietrzu... Podobnie było właśnie w akcji, która mogła podtrzymać nadzieje Cavs na zwycięstwo w ostatniej minucie. Waiters wszedł pod kosza z prawej strony, jednak nie potrafił płynnie przejść do dwutaktu i zrobił jakiś pseudo naskok na dwa tempa, przez co dogonił go Serge Ibaka. Skończyło się soczystą czapą od tablicy.

Dion zanotował jednak 30 oczek, grając najwięcej minut ze wszystkich zawodników na parkiecie (41). Nieźle punktował też Spencer Hawes - 20, ale zebrał za to tylko 3 piłki. 10 zbiórek miał Tristan Thompson, ale trafił z kolei tylko 2 z 8 oddanych rzutów (ehh...). Jarrett Jack po świetnym mecz vs Heat, dzisiaj zanotował tylko 6 oczek z 8 rzutów. Bardzo dobrze z ławki zagrali Anderson Varejao i Matthew Dellavedova. Pierwszy zebrał 8 piłek i zdobył tyle samo oczek, natomiast drugi skompletował double-double na poziomie 11 punktów i 10 asyst, do których dorzucił jeszcze 4 zbiórki. Delly!

Cavaliers są na 10. pozycji w tabeli konferencji wschodniej, jednak strata do ósmej Atlanty Hawks wydaje się już nie do odrobienia. W Cleveland wrze już nawet na temat zmiany strategii Cavs na małe tankowanie. Kyrie Irving, według plotek, ma pauzować do końca sezonu, bo sztab medyczny nie chce go "nadwyrężać", a drużyna ma w tym czasie zwiększyć swoje szanse na wysoki numer w drafcie - if you know what I mean :) 

Następny mecz już w sobotę, po raz kolejny w The Q. Rywale ponownie z górnej półki - Houston Rockets.

środa, 19 marca 2014

Zwycięstwo uciekło sprzed nosa. Heat lepsi w końcówce

Cezary Szwarc
Bez swojego lidera - Kyrie'ego Irvinga, Cleveland Cavaliers postanowili postawić wszystko na jedną kartę i przeciwko mistrzom NBA zagrać szybko, siłowo i energicznie. Opłaciło się jednak tylko po części, bowiem Kawalerzyści zagrali piękny, wyrównany mecz, ale nie zdołali pokonać przyjezdnych z Florydy. Miami Heat z LeBronem Jamesem na czele przeprowadzili lekcję gry w czwartej kwarcie i uciekli ze zwycięstwem 100:96. 

Ex-Cavalier zanotował 43 punkty, jednak najważniejszym zawodnikiem w końcówce był Chris Bosh - zdobywca 9 oczek z rzędu w ostatnich minutach. Dla gospodarzy najlepiej zagrali Dion Waiters (17 punktów, 11 asyst, 4 zbiórki), Jarrett Jack (22 oczka, 4 zbiórki i 4 asysty) oraz Anderson Varejao (16 punktów, 11 zbiórek i 3 przechwyty).


Podopieczni Mike'a Browna rozpoczęli mecz od narzucenia bardzo szybkiego tempa, co rzeczywiście mogło przynieść pozytywne skutki. Niestety, w podobny tryb wszedł też LeBron James, który urządził sobie popis strzelecki i praktycznie samemu dotrzymywał kroku Cavs. W pierwszej kwarcie LBJ miał tyle samo punktów - 25, co cały skład miejscowej ekipy. Spotkanie zakończył z wynikiem 43 oczek, do których dołożył jeszcze 6 zbiórek i 4 asysty. Było to 14 spotkanie Heat przeciwko CC od czasu odejścia Jamesa z Cleveland. Aktualny stan rywalizacji to 13-1, w tym 10 wygranych z rzędu Żaru.

"Nie wiem, co się stało... Po prostu trafiałem." - próbował wyjaśnić trafienie 10 z 11 rzutów z pierwszej kwarty, LeBron James.

Pomimo porażki po meczu zadowolony był trener gospodarzy, Mike Brown, który chwalił swoich zawodników za wolę walki, wytrwałość i pracę w obronie.

"Myślę, że nasza obrona była całkiem niezła. Heat po prostu trafili kilka rzutów w odpowiednim momencie i to dlatego oni mogą cieszyć się ze zwycięstwa. [...] Zauważyłem w tym spotkaniu wiele plusów. Dobrze jest oglądać Diona, kiedy notuje 11 asyst. Oczywiście Delly i Jarrett też wykonali świetną pracę. Andy zanotował double-double w 26 minut, a Alonzo spędził na parkiecie 36 minut wyciskając z siebie siódme poty. Po prostu byliśmy słabsi w końcówce spotkania..." - komentował po meczu Brown.

Jeśli już mowa o feralnym zakończeniu pojedynku, to warto zauważyć, że w jednej z ostatnich akcji niefortunnie upadł Waiters, który po pomocy ze strony sztabu medycznego opuścił parkiet i już na niego nie powrócił. Dion wchodził pod kosz z lewej strony, został zablokowany przez LeBrona Jamesa. Wpadł na niego również Udonis Haslem, który z impetem powalił obrońcę Cavs na parkiet, o który młody zawodnik uderzył mocno biodrem. Jak na razie nie wiadomo nic na temat jego urazu.

Wracając do pochwał trenera... To, co o Alonzo Gee podkreślał Brown, zauważyli też komentatorzy i kibice. Zawodnik, który wiele razy wchodził do pierwszej piątki i z niej wypadała, wciąż wykazuje pełen profesjonalizm. Pomimo wzlotów i upadków cierpliwie czeka na swoją szansę, a zawsze znajdzie ją, kiedy trzeba będzie bronić dobrego skrzydłowego. Wtedy wchodzi do gry z pełnym zaangażowaniem. Nigdy nie wypada z formy fizycznej i zawsze jest doskonale przygotowany wytrzymałościowo - tego odmówić mu nie możemy. Przy okazji podrzucę od razu jedną z najlepszych akcji wczorajszego meczu:


Kolejne spotkanie Cavs już jutro, a rywal wcale nie będzie słabszy od dzisiejszego. W The Q, Kawalerzyści podejmować będą Oklahomę City Thunder.


czwartek, 13 marca 2014

Hawes przejął kontrolę w pierwszej kwarcie, Cavs wywieźli wygraną z Arizony!

Cezary Szwarc
Rozpoczęła się kolejna podróż Cavaliers po zachodzie USA. Pierwszym pojedynkiem na terenie rywali było starcie w słonecznej Arizonie z ekipą z Phoenix. Suns byli sporym zaskoczeniem na starcie tych rozgrywek, wręcz odwrotna sytuacja do Cavs, jednak dzisiaj lepsi okazali się Kawalerzyści. W sporej mierze o wyniku zadecydował świetny start naszych ulubieńców, którzy pierwszą odsłonę wygrali 37:24, 17 ze swoich 19 oczek zdobył w niej Spencer Hawes i w taki sposób nadaliśmy rytmu spotkaniu.

Gdybym wiedział, że Cavs będą grać do końca sezonu regularnego tak, jak grali dzisiaj, to właśnie zakładałbym ręce za głowę, opierał nogi na biurku i spokojnie czekał na pierwszą serię playoffów z ich udziałem. Niestety, nie możemy być tego pewnie. Nie mam nawet pewności, czy chociaż jeden taki mecz zdarzy się jeszcze w tym sezonie.

Ruch piłki i samo nakręcanie tempa w pierwszej kwarcie były niesamowite. Podopiecznym Mike'a Browna udzielił się styl, który niegdyś panował w Arizonie, a mianowicie run & gun. Oglądając to spotkanie nie można było się nudzić. Sporo ciekawych akcji czekało na nas od każdej z drużyn.

"Spencer Hawes nie jest człowiekiem" - wykrzykiwali lokalni komentatorzy meczu, kiedy ten zdobywał swój 17 punkt. Ja wykrzykiwałem podobnie, kiedy Kyrie Irving (23 punkty, 6 asyst i 9 zbiórek) zaliczał jedne z najlepszych akcji tego sezonu. I nie mówię tutaj o zabójczych crossoverach, a świetnych odczytywanych akcjach w obronie - blok z pomocy na Dragicu, czy przerwa na żądanie wzięta, kiedy przewracał się z przechwyconą piłką na aut.

Jarrett Jack był ponownie najgłośniejszym zawodnikiem na boisku, a Luol Deng bawił się w cichego zabójcę, który nie był najjaśniejszym punktem drużyny, a zdobył dla niej niebywale ważne 19 oczek, 9 zbiórek, 3 asysty, trafiając 7 z 12 rzutów z gry. Słabszy mecz zagrał Tristan Thompson, któremu brakuje jeszcze wielu zagrań w ofensywnym repertuarze (13 oczek, 7 zbiórek).

Pod koniec trzeciej i na początku czwartej kwarty Słońca zbliżyły się do rywali, ale Cavs nie mieli zamiaru oddawać już spotkania, które udało im się tak dobrze rozpocząć. Kontynuowali grę na swoim poziomie i nieźle wywiązywali się z założeń trenera. Widać, że cały skład rozumie się coraz lepiej, a godziny spędzone na trenowaniu zagrywek ofensywnych przynoszą w końcu efekty.

Kolejne spotkanie Cavaliers już w piątek, a zmierzą się wtedy oni z Golden State Warriors. Naprzeciw siebie stanie dwójką wybitnych obrońców młodego pokolenia - Kyrie Irving i Stephen Curry.

sobota, 8 marca 2014

Rozregulowany celownik Irvinga


Rafał Jurasiński
Minionej nocy Cavaliers przegrali bardzo ważny mecz przeciwko Charlotte Bobcats 101:92 redukując tym samym szansę na udział w play-off. Mimo,  iż nie był to najgorszy mecz z naszej strony, miejscowa drużyna zagrała dojrzalszy i bardziej poukładany basket i zasłużenie wygrała. Na potęgę chybił Kyrie Irving kończąc grę na skuteczności 5/17 w tym 0/7 zza łuku oraz 3/6 z linii. 

W zespole Michaela Jordana, który bacznie obserwował zmagania w charakterystycznej "bejsbolówce", świetny mecz zagrał duet Al Jefferson - Kemba Walker. Wzorowa współpraca "wysokiego z małym" zaowocowała 28 oczkami tego pierwszego i 14 asystami rozgrywającego. Parę lat temu Kemba i Kyrie startowali do draftu jako dwaj najlepsi point guards. Nie mamy wątpliwości, że dokonaliśmy wówczas słusznego wyboru, ale wczoraj to Kemba zdominował Irvinga. 

W naszej drużynie wyróżnili się Luol Deng i Dion Waiters, którzy zdobyli po 19 punktów. Co ciekawe żaden Kawalerzysta nie zgromadził na swoim koncie podwójnej liczby w choćby dwóch statystykach! Właściwie przez cały mecz trzymaliśmy się blisko gospodarzy, niemniej jednak w końcówce Bobcats dość łatwo odjechali od nas. Zadziwiał brak pomysłu na wykończenie akcji rzutem z dystansu, do tego jednak jesteśmy już przyzwyczajeni. W całym meczu trafiliśmy tylko 3 trójki przy skuteczności 17%!  Mecz w Charlotte pokazał, że salony są jeszcze nie dla nas i o fazie posezonowej raczej możemy zapomnieć.

środa, 5 marca 2014

Bez niespodzianki - Spurs górą

Cezary Szwarc
San Antonio Spurs znani są z tego, że nie przegrywają takich spotkań. Wśród pretendentów do tytułu mistrzowskiego są najlepiej grającym zespołem przeciwko średniakom i drużynom spoza pierwszych ósemek swoich konferencji. Nie było więc niespodzianki, kiedy w Quicken Loans Arena Ostrogi bez większego wysiłku pokonały Cavs z wracającym do gry Dionem Waitersem - 122:101.

Jedynie w pierwszej połowie Cavaliers zagrażali swoim rywalom i zaliczali pokaźną przewagę. Świetnie w obronie spisywał się drugi skład drużyny - ten z ostatnich minut pierwszej ćwiartki: Deng, Waiters, Dellavedova, Hawes i Thompson. Ostrogi musiały się naprawdę sporo napracować, aby wejść pod kosz Kawalerii lub znaleźć wolną pozycję na dystansie.

Wracający do gry po kontuzji kolana, Dion Waiters zagrał bardzo dobry mecz. Pomijając już nawet to, że zanotował 24 punkty z ławki rezerwowych na skuteczności 11/18 z gry, to w niektórych momentach wydawał mi się, jak to mówią Amerykanie, "wokalnym liderem" na parkiecie. Widać było, że mu się chciało. Po jego wsadzie w kontrze zespół z Ohio prowadził już 27-16. Na starcie drugiej kwarty dorzucił jeszcze dwa efektownie wykończone lay-upy i być może ten przełom pierwszej i drugiej części spotkania był najlepszym fragmentem gry Waitersa po obu stronach boiska w tym sezonie.

Pomimo dobrych fragmentów nie mogłem jednak patrzeć na to, jak w obronie ośmieszała nas jedna z najmniej atletycznych drużyn w lidze. Według statystyk goście mieli na naszych zawodnikach 10 bloków, jednak oglądając spotkanie miało się wrażenie, że było ich jeszcze więcej... Ba, byłoby ich duuużo więcej, gdyby nie gwizdki sędziów oznajmiające faul. W połowie drugiej kwarty sędziowie popełnili jednak duży błąd uznając, że nie było faulu na próbującym wsadzać do kosza Tristanie Thompsonie. Cztery ręce dwóch obrońców trafiły ich zdaniem idealnie, czysto w piłkę. TT mało co nie upadł na plecy.... Mike Brown nie wytrzymał i wybiegł na boisko upominając arbitrów. Ci jednak odwdzięczyli się technicznym dla trenera Cavs.

W drugiej połowie spotkanie przestało mieć już znamiona wyrównanego pojedynku, a przyjezdni wygrali trzecią kwartę 35:28. Lepsi byli też w kolejnej, gdzie sukcesywnie zwiększali prowadzenie. Taka sytuacja pozwoliła na więcej czasu gry dla Anthony'ego Bennetta, który wykorzystał ją zdobywając 14 oczek w 13 minut, trafiając przy tym oba rzuty za trzy.

24 punkty, podobnie jak Waiters, zdobył Kyrie Irving. Double-double zaliczył Spencer Hawes - 20 oczek i 13 zbiórek (7/9 z gry, 3/4 za trzy). Z ławki 7 asyst dorzucił jeszcze niezawodny Matthew Dellavedova.

niedziela, 2 marca 2014

Cavaliers przegrywają z Grizzlies


Sebastian Cieśliński
Cleveland Cavaliers nie dali rady pokonać Memphis Grizzlies ulegając 96:110. Najlepszym kawalerzystą okazał się Kyrie Irving, który zdobył 28pkt. W drużynie gospodarzy motorem napędowym był zdecydowanie Zach Randolph, który był nie do powstrzymania w drugiej połowie i zdobył on 23 pkt i 14 zb.

Wynik może sugerować, że Cavs zostało po prostu rozbite. Tak jednak nie było szczególnie w pierwszej połowie, gdzie zawodnicy z Ohio dominowali i byli bardzo skuteczni (ponad 60% z gry). Zakończyli ją prowadzeniem 65-54.

Niestety, w następnych dwóch ćwiartkach Grizzlies byli całkiem inna drużyną. Broni o wiele lepiej, wyszli z niesamowitą motywacją. Randolph zdominował Tristian'a Thompson'a, a potem Tyler'a Zeller'a. Nie pomogły efektowne akcje Irvinga, Memphis odskakiwało z minuty na minutę. Prowadzenie 11 punktowe zamieniło się po trzeciej kwarcie na stratę -7.

Bardzo jest niepokojące to, że Cavaliers już nie pierwszy raz w meczu z dobrą drużyną, nie potrafi po połowie dorównać motywacją przeciwnikowi i utrzymać ciężko zapracowane prowadzenie. 

W czwartej kwarcie mecz był bardzo zacięty. Kyrie wraz z całym zespołem robili wszytko by zostać w grze i podtrzymać zwycięską passę. Jeszcze nieco poniżej 4 minut przed końcem przewaga Grizz wynosiła jedynie trzy punkty. Niestety, po stracie Spencer'a Hawes'a, czystą pozycję zza łuku wykorzystał Mike Conley. Po tej akcji w naszych zawodnikach coś pękło. Nie byli w stanie nawiązać już walki. 

Przegrana dzisiejsza jest bardzo bolesna. Cleveland stoi przed bardzo ciężkimi meczami i takie spotkanie trzeba wygrywać, jeżeli chcemy wejść na 8 miejsce konferencji. Bardzo osobiście martwi mnie forma Loul'a Deng'a, którego niektóre rzutu i straty przyprawiają o ból głowy. 

Na następny mecz Cavaliers wracają do domu by zmierzyć się z San Antonio Spurs. Mecz odbędzie się 4 marca o 1:00 czasu polskiego. 

sobota, 1 marca 2014

Cavaliers zwyciężają Jazz 99-79

Sebastian Cieśliński
Cleveland Cavaliers zwyciężyli na własnym parkiecie zespół z Utah 99-79, notujący tym samym drugie zwycięstwo z rzędu. To spotkanie zapamięta na pewno na długo nasz lider, Kyrie Irving, ponieważ zanotował dziś pierwsze w karierze triple double - 21 pkt 10 zb 12 asyst. 

Patrząc na sam wynik końcowy można by się spodziewać, że cały mecz przebiegał luźno i spokojnie. Tak nie było zdecydowanie w pierwszej połowie. Jazzmani zaczęli mecz mocno skoncentrowani. Dzięki solidnej defensywie i rzutom z dystansu zdołali w pierwszej kwarcie objąć prowadzenie 20-27. 

W drugiej kwarcie Cavs poprawiło defensywę ograniczając graczy Utah do zdobycia tylko 14 pkt. Niestety sami też nie błyszczeli w ofensywie (19pkt) przez co przegrali pierwszą połowę 41-39.

W drugiej połowie już wynikiem sugerować się możemy, ponieważ Cleveland zdominowało gości praktycznie pod każdym aspektem. Graliśmy lepiej na tarczy, solidnie w defensywie, a także byliśmy skuteczni. Dzięki temu przed czwartą kwartą prowadziliśmy 69-60. 

Ostatniej ćwiartce wyższość drużyny z Ohio była już bardzo widoczna. Kontynuując dobrą, skuteczną grę zdołaliśmy wygrać spotkanie 99-79.

Na pochwałę w tym meczu zasługuje oprócz Kyrie Irvinga,  Tristian Thompson oraz Spencer Hawes. Oboje zanotowali godne pochwały double - double, odpowiednio 18 pkt 14 zb oraz 13 pkt 16zb. Dodam również, że kolejny solidny mecz zagrał Tyler Zeller, którego rozwój, jestem pewien, cieszy każdego fana Cavs.

Dzisiejsze zwycięstwo , choć łatwe, było bardzo, bardzo ważne dla Cavaliers. Następne 9 z 10 spotkań, Kawalerzyści rozegrają z drużynami które aktualnie zajmują przynajmniej 8 miejsce w swoich konferencjach, a jedyną drużyną po za Playoffs jest.... Memphis Grizzlies. Czeka nas więc kluczowy miesiąc, który przesądzi o przyszłości naszych ulubieńców. 

czwartek, 27 lutego 2014

Zwycięstwo na Thunder w OKC!

Cezary Szwarc
Przed meczem trener Oklahoma City Thunder, Scott Brooks żartował sobie, że nie podobało mu się to, co Kyrie Irving robił podczas meczu gwiazd w Nowym Orleanie. Brooks był wtedy szkoleniowcem Zachodu, który został pokonany przez Wschód prowadzony właśnie przez gwiazdę Cleveland Cavaliers. W dzisiejszym spotkaniu nie było jednak miejsca na żarty, a coach OKC wydawał się ponownie niezadowolony.

Nic dziwnego... Prowadzony przez niego zespół - jeden z największych faworytów do wygrania mistrzostwa ligi - zaliczył trzecią porażkę z rzędu, ulegając na własnym parkiecie Kawalerzystom 104:114.

Kyrie Irving wyszedł na to spotkanie skoncentrowany i pomimo straty punktowej z początku ostatnich 12 minut, wziął ciężar gry na swoje barki i poprowadził drużynę do zwycięstwa. W samej czwartej kwarcie zanotował 14 oczek, a łączeni zebrał ich 31, dodając do nich jeszcze 9 asyst, 5 zbiórek i 4 przechwyty.

"Kyrie był dzisiaj wspaniały. Był bardzo efektywny w swojej grze i przydatności dla zespołu. W 43 minuty zrobił bardzo wiele, szczególnie w ataku. To był prawdziwy spektakl." - mówił po meczu, Mike Brown.

Dla rywali najlepiej zagrał oczywiście Kevin Durant, który otarł się o triple-double, notując 28 punktów, 10 zbiórek i 9 asyst. Pomagali mu Russell Westbrook - 24 oczka, 9 asyst i Serge Ibaka - double-double, 16 punktów oraz 13 zbiórek. Nawet te wyniki indywidualne nie pomogły przechylić szali zwycięstwa na korzyść Thunder. Grający w zaledwie dziewięciu, Kawalerzyści byli trzecią ekipą z rzędu, która pokonała kontendera ze stanu Oklahoma na własnym parkiecie.

Wcześniej, przed All-Star break, Grzmoty przegrały łącznie tylko trzy mecze u siebie...

"Nikt w naszej szatni nie jest zadowolony z tego, jak gramy." - Scott Brooks.

Poza Irvingiem na oklaski zasłużyli jeszcze: Jarrett Jack - 21 oczek, 4 asysty, Spencer Hawes, który wyglądał w tym meczu 100 razy lepiej, niż w potyczce z Raptors - 19 punktów, 7 zbiórek (3/6 za 3) i Tristan Thompson - 11 oczek i 11 zbiórek.

środa, 26 lutego 2014

Bez rewanżu na Raptors...

Cezary Szwarc
Cleveland Cavaliers nie zdołali zrewanżować się za ostatnią porażkę z Toronto Raptors i dziś w nocy ponownie przegrali z ekipą z Kanady 93:99. Starcie w The Q było dużo bardziej wyrównane od poprzedniego, ale błędy w końcówce, trochę pecha i kilka prostych, aczkolwiek spudłowanych rzutów zadecydowało o końcowym wyniku.

W pierwszej kwarcie Kawaleria radziła sobie całkiem nieźle. To podopieczni Mike'a Browna weszli lepiej w ten mecz, zaliczając niezły początek - 7:2. Niestety już w kolejnych akcjach dały o sobie znać przewagi rywali. Cavaliers wydawali się jakby słabsi fizycznie. Atletyzm Terrence'a Rossa i DeMara DeRozana ośmieszał czasami backcourt Cavs złożony z Irvinga i Jacka. Luol Deng zresztą też nie radził sobie z Rossem, który trafił 7 z 11 rzutów z gry.

Brakowało tutaj w obronie Waitersa, który nieźle broni, kiedy mu się chce i nieco wyższego C.J.'a Milesa. Do końca ćwiartki Dinozaury wyszły już na prowadzenie 23:17.


Druga kwarta zakończyła się remisem, trzecią wygrali gospodarze, ale wszystko i tak rozstrzygnęło się w ostatnich 12 minutach.

Wygrywaliśmy jeszcze na trzy minut przed końcem - 87:90. Szybko za trzy trafił jednak Ross, a kolejne sześć oczek dla swojej drużyny zanotował DeRozan. Cavaliers zastygli, nie potrafili odpowiadać w porę na akcje punktowe przeciwników i nagle z prowadzenia zrobiła się siedmiopunktowa strata.... Na walkę nie było jeszcze za późno, ale akurat tych najważniejszych rzutów w końcówce, Cavs nie trafili

Kyrie spudłował ostatnie 5 ze swoich 22 rzutów, z których i tak zrobił 25 punktów, plus 9 asyst i 5 zbiórek. Dobrych zawodów nie rozegrał żaden z Kawalerzystów, a Spencer Hawes okazał się dziś miękki jak pluszowy miś.

Coraz mniej czasu pozostaje Cavs na walkę o playoffy. Wymian już nie zrobimy, kontuzje nagle nie znikną... Musimy walczyć tym, co mamy, a rywale wcale nie chcą łatwo oddawać zwycięstw. Do ósmej Atlanty Hawks tracimy cztery zwycięstwa.

poniedziałek, 24 lutego 2014

Porażka we własnej hali

Cezary Szwarc
Pomimo straty swojego podkoszowego - Nene, zespół Washington Wizards pokonał Cleveland Cavaliers na parkiecie rywali 96:83. Drużyna z Ohio, która w ostatnim czasie radziła sobie coraz lepiej i jeszcze do niedawna zaliczała najdłuższą (aktualnie dla tamtej chwili) serię zwycięstw w całej lidze, teraz zanotował drugą porażkę z rzędu. Powody do radości jednak są, a jednym z nich był chociażby bardzo dobry występ nowego Kawalerzysty - Spencera Hawesa.

Były gracz 76ers wszedł do gry z ławki rezerwowych. Na parkiecie spędził łączeni 32 minuty, trafiając 5/10 z gry - 16 oczek, zbierając 12 piłek i rozdając 4 asysty. Po pierwszych meczach Hawesa można już zauważyć, że jest bardzo wszechstronnym zawodnikiem. Ma ogromną łatwość w szukaniu wolnych kolegów, nieźle zbiera i zastawia oraz całkiem sprawnie radzi sobie w grze jeden na jednego. Ma ciekawy arsenał rzutów - dystans, półdystans, runnery, haki, półhaki... Nie do końca rozumie jeszcze ofensywę Cavs, ale spokojnie się w niej odnajdzie, wszakże nie jest ona skomplikowana.

Kawalerzyści zanotowali słaby start i po tragicznie straconych czterech oczkach, Mike Brown wziął przerwę na żądanie. Reprymenda trafiła do zawodników, którzy już chwilę później prowadzili nad Wizards 13:8. Był to jednak jeden z niewielu momentów, kiedy można było myśleć o zwycięstwie Cavs. W kolejnych odsłonach rywale utrzymywali prowadzenie i potrafili odpowiedzieć na każdy run Cavaliers.

W drużynie ze stolicy USA najlepiej zagrał John Wall - 21 oczek, 3 zbiórki i 9 asyst. Double-double zanotowali Marcin Gortat (13 punktów, 13 zbiórek) i Trevor Ariza (15 oczek, 10 zbiórek), który był jednym z celów transferowych Cavs w ewentualnej wymianie za Luola Denga.

Wśród CC poza Hawesem nieźle zagrali Thompson (11 punktów, 12 zbiórek) i Deng (17 oczek, 7 zbiórek).

Nieco poniżej oczekiwań, jakie możemy mieć wobec lidera i najlepszego gracza meczu gwiazd, zagrał Kyrie Irving - 15 punktów (6/17 z gry), 5 zbiórek, 5 asyst. Rookie - Anthony Bennet zaliczył potężny wsad nad jednym z przeciwników, ale na swoim koncie uzbierał jedynie 4 punkty i tyle samo zbiórek.

czwartek, 20 lutego 2014

Magic odprawieni! Szóste zwycięstwo z rzędu!


Mateusz Jakubiak
Cleveland Cavaliers pokonali zeszłej nocy u siebie Orlando Magic 101-93 i odnieśli szóstą wygraną z rzędu. To zdecydowanie najlepsza seria Cavs od kiedy zespół w 2010 roku opuścił LeBron James. Zwycięstwo pomogło CC zbliżyć się do najlepszej ósemki Konferencji Wschodniej. Kawalerzyści legitymują się obecnie bilansem 22-33.

Wine&Gold praktycznie przez cały mecz kontrolowali jego przebieg. Praktycznie, ponieważ po przerwie pozwolili sobie na roztrwonienie 21-punktowej przewagi. W pewnym momencie goście zbliżyli się do Cavaliers na tylko 2 oczka. To już trzecie zwycięstwo Cavs nad Orlando Magic w tym sezonie.

Jeśli chodzi o zespół z Cleveland to najbardziej wyróżnili się Kyrie Irving (22 pkt, po 7 zbiórek i asyst), Luol Deng (17 pkt), Tristan Thompson (16 pkt, 14 zbiórek) i Tyler Zeller (16 pkt, 6 zbiórek). Dobrze pod tablicami wyglądał Anthony Bennett, który zebrał 9 piłek.


Niepokoić może kontuzja, którą odniósł C.J. Miles po próbie wejścia pod kosz. Co prawda zdołał wykorzystać jeszcze dwa rzuty osobiste, ale chwilę później opuścił parkiet i już na niego nie powrócił. W Cavs nie wystąpił Dion Waiters, który nabawił się kontuzji kolana w poprzednim meczu z Sixers.

W teamie z Orlando nieźle zagrali Arron Afflalo (23 pkt), Nikola Vucević (20 pkt, 12 zbiórek) i Tobias Harris (19 pkt, 7 zbiórek). Dziewięć asyst dorzucił Jameer Nelson.  Po zaledwie 5 minutach gry boisko z kontuzją opuścił Glen „Big Baby” Davis.


Teraz czekają nas emocje związane z zamknięciem okienka transferowego. Pojawia się bardzo dużo plotek. Najczęściej wymienianymi zawodnikami do odejścia są Luol Deng i Jarrett Jack. Dion Waiters prawie na 100% zostanie w Cleveland. O wszystkich ruchach będziemy Was informować. „Trade deadline” wybije o 21 polskiego czasu.

Dziś również kończymy głosowanie na miejsce I Zlotu Polskich Fanów Cleveland Cavaliers. Bądźcie czujni, ponieważ niedługo postaramy się podać jakieś dokładniejsze informacje.

środa, 19 lutego 2014

Nokaut w Filadelfii!




Jacek Mazurek
Dobre występy Bennetta i Waitersa. Rewelacyjny Zeller. Rezultat? Piąty wygrana z rzędu i nokaut drużyny z Filadelfii.

Pierwsza kwarta to pojedynek Tylera Zellera i Michael Carter-Williams. Z pierwszych 16 punktów 10 zdobył właśnie Zeller. Z powodu urazu nie zagrał podstawowy center Cavs, Anderson Varejao dlatego swoją szanse dostali Sims i Zeller. Kolejne minuty to budowanie przewagi punktowej. Dion kontynuował swoją dobrą grę jak pokazał w czasie Weekendu Gwiazd. W drugiej kwarcie Waiters wziął na plakat dwóch zawodników Sixers, ale doznał przy tym urazu (więcej informacji pojawi się dzisiaj) i nie pojawił się do końca meczu na parkiecie. Drugorocznika spędził na parkiecie tylko 14 minut, a zdążył zdobyć 13 oczek, 4 zbiórki i 3 asysty.


Do końca pierwszej połowy Tyler zdążył uzbierać dwucyfrową liczbę punktów i zbiórek, co zapewniło mu dziewiąte w karierze double-double. Kyrie Irving w drugiej kwarcie złapał swój trzeci faul i oglądał sporą część meczu z ławki rezerwowych. Mimo to przyzwoicie jako rozgrywający spisywał się Matt Dellavedova.

Kolejny dobry występ ma na swoim koncie Anthony Bennett. Rookie trafił 5 z 9 rzutów, a mecz zakończył z drugim w karierze double-double (10 punktów, 11 zbiórek). AB zalicza ciągły progres w obronie jak i w ataku.

Trener Brown przypomniał sobie, że gdzieś tam na końcu ławki, biorący sporą wypłatę, a nie wnoszący wiele do gry siedzi Earl Clark i jego kumpel Alonzo Gee. Coach zdecydował się na "odspawanie" od ławki słabo spisujących się zawodników przy wysokim prowadzeniu. Alonzo Gee ambitnie starał się zmazać poprzednie niepowodzenia. A Clark.. był na parkiecie.

Zawodnikiem meczu został Tyler Zeller kończąc spotkanie z 15 zbiórkami (rekord kariery) i 18 punktami (drugi najlepszy wynik w karierze).  Najskuteczniejszy w drużynie Philly był Carter-Williams (15 punktów, 1 asysta, 7 strat)

Dzisiejszy mecz zakończył się wynikiem 114-85. Fajny wynik jak na mecz z czerwoną latarnią ligi. Teraz trzeba potwierdzić formę w grze z kandydatami do playoffs. Kolejna porcja koszykówki w wydaniu Cavs już dzisiaj z Orlando Magic.

PS. 5 wygrana bez Granta. No Grant, No Problem