Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rj25. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rj25. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 lipca 2014

Wiggins musi zostać!

Rafał Jurasiński
Temat przejścia Kevina Love do Cavaliers nieco stracił na ważności na skutek podpisania debiutanckiej umowy przez Wigga, która roztoczyła nad nim parasol ochronny na całe 30 dni. Niemniej jednak w drugiej połowie sierpnia kluby wrócą do rozmów i - jeśli nie pojawi się nowa, zaskakująca oferta za Kevina - najprawdopodobniej się dogadają.


Pytanie nurtujące fanów Kawalerii brzmi: Czy warto oddać Minnesocie numer 1 minionego draftu w zamian za ich gwiazdę pierwszego formatu? Opinie zdają się być podzielone, ale jednak przeważa opcja na TAK. Najczęściej wymieniany jest pakiet Wiggins + Bennett + 1st round pick 2015. Być może kontrakty słabszych, świeżo pozyskanych graczy, ale też przejęcie kontraktów Kevina Martina i J.J. Berei. Realna opcja to udział w wymianie trzeciego teamu, np. 76ers. Czy jednak na pewno jest w lidze zawodnik za którego warto oddać Andrewa Wigginsa?

Moim zdaniem NIE!

Żeby była jasność, uwielbiam grę Kevina Love i bardzo bym chciał widzieć do w koszulce CAVS. Kevin wchodzi jednak w ostatni rok kontraktu z Wolves ($15.719.062) i chociaż ma jeszcze opcję gracza na kolejny sezon za $16.744.218 jasno oznajmił, że chce zmienić otoczenie. Z tym faktem pogodzeni są już w Minneapolis i wszystko, co mogą zrobić to uzyskać jak najlepszych graczy w wymianie do lutego 2015. Potem będzie już "po ptokach" i skrzydłowy podpisze kontrakt z kim zechce (po 1 VII 2015). Co ciekawe po Kevina wcale nie ustawiła się kolejka chętnych i w zasadzie wpłynęły tylko dwie konkretne oferty z Cleveland i Oakland. Zwykle aktywni w takich sytuacjach Knicks, Lakers, Nets, Rockets, Mavs najzwyczajniej w świecie nie mają argumentów, aby zaciekawić Wilki lub po prostu opierają skład na innych graczach. Wpłynęła podobno oferta Bulls z Tajem Gibsonem i Jimmy Butlerem, ale Flip Saunders pokręcił nosem i wciąż jednym okiem spogląda na Ohio, a drugim na Złoty Stan.

Oferta Warriors zawiera Davida Lee, który jest graczem w typie Love'a, ale Wolves chcą jeszcze Klaya Thompsona. Warriors w pewnym momencie byli skłonni oddać jednego ze Splash Brothers, ale widząc, że gwiazdora można wyciągnąć za wiele mniej, Thompsona nie oddadzą. Podobnie uczynili Cavaliers, którzy są jednak w dużo lepszej sytuacji niż Wojownicy. "Pole position" Cavs w walce o względy Amerykanina wynika z faktu, ze ten priorytetowo stawia walkę o pierścień, a Cavs z Irvingiem, Jamesem, Love'm byliby wręcz stuprocentowym kandydatem do triumfu na Wschodzie. Love początkowo zraził do siebie fanów Kawalerii mówiąc, że to nie miejsce dla niego. Patrząc jednak na jego mistrzowskie ambicje można wybaczyć tamte słowa wypowiedziane przez przeprowadzką LBJ. 

Skoro Cavaliers chcą Love'a, a Love chce do Cavaliers czy naprawdę musimy oddawać jedną z trzech sztabek złota, którą mamy w składzie? Wilki gdyby nam zabrały dwa numery pierwsze draftu ostatnich lat ubiłyby złoty interes. Love odejdzie i tak i tak teraz lub za rok. Nawet z nim w składzie chłopaki z północy raczej nie zakwalifikują się do playoffs. Gdyby dostali możliwość tworzenia nowej ekipy z Bennettem i Wigginsem mogliby z wielkim uśmiechem patrzeć w przyszłość. Utrata gwiazdy ma jednak to do siebie, że musi boleć, o czym MY doskonale wiemy. 

Gdybyśmy jednak wymienili Wigginsa i powiedzmy Bennetta za Kevina Love nasycilibyśmy wilka (czyli siebie), ale i owca byłaby cała (Minny). Skład: Irving - Waiters - James - Love - Varejao byłby faworytem Wschodu a wiekowo mielibyśmy w piątce dwóch 30-latków i trzech 25 lat lub mniej. Palce lizać, bo przez najbliższe 5 lat jesteśmy topową drużyną w lidze. Co w takim razie stanie się jeśli zatrzymamy Wigginsa i dodamy do składu Love'a? To będzie już istny obłęd. Drużyna kosmiczna, być może porównywalna do Lakers z czasów showtime... jednak nie teraz, a za 3-4 lata. James będzie powoli wypatrywał końca kariery, Irving i Love będą w swoim "prime time", a Wiggins powoli zacznie stawać się główną postacią ligi. Tak, tak, zatrzymanie Wigginsa to możliwość walki na topie ligi przez najbliższych kilkanaście lat. Oddanie go za Love skraca ten czas o parę lat. Naturalnie wszystkie dywagacje są czysto hipotetyczne i nie zakładają ruchów transferowych, kolejnych "decyzji", kontuzji i innych przypadków charakterystycznych dla Cleveland.

Wiggins ma jeszcze jedną, wielką przewagę nad Kevinem Love. Jest nią mianowicie obrona. Owszem, Love potrafi zebrać 15 piłek w meczu, ale w bojach o mistrza trzeba kryć takich graczy jak Durant, Parker, Leonard, Westbrook, Harden, Thompson, Nowitzki, Anthony i kilku innych rzucających ponad 20 punktów z obwodu. Wiggins z Jamesem będą tutaj stanowić niesamowity duet defensorów. Może nieco na wyrost, ale widzę w Wigginsie bestię w obronie na wzór Scotty'ego Pippena. Tym samym obawiam się o Kevina Love, który z gry obronnej nie słynie.

Argument najczęściej wystawiany przez zwolenników Kevina to sukces tu i teraz. Słaby Wschód, starzejący się James itp itd. Argumentacja ta kompletnie do mnie nie trafia! Zdecydowanie bardziej podoba mi się filozofia Spurs, Thunder, Pacers mądrego budowania silnej drużyny niż gra na wariackich papierach a'la Celtics czy Heat. Fani Celtics pytani o swoich najlepszych graczy w historii na pewno nie rozpoczną wymieniania od Big three. Czy fani Heat tak mocno będą związani z Jamesem mimo czterech finałów NBA? Nie! Nie, bo James to człowiek z Cleveland, a nie z Miami! 

Co by się jednak stało gdyby włodarze Cavs postąpili po mojemu i uczynili Wigginsa nietykalnym, a to zablokowałoby transfer Love'a? Na pewno byłoby szkoda takiego gracza, ale wiedzmy, że teraz nadszedł nasz wielki czas, większy niż lata 2003-2010 i będziemy mieli dużo okazji pozyskiwać dobrych graczy. Natomiast takich "Wigginsów" nie dostaniemy przez wiele kolejnych lat, aż do czasu kiedy to znowu opadniemy na ligowe dno. Po Jamesie i Irvingu Andrew po szansę stać się trzecią wielką twarzą Cavs kojarzoną wyłącznie z tym klubem. Kevin Love już nigdy taką nie zostanie.

Znajdujemy się w idealnej sytuacji do podpisania kolejnego wielkiego zawodnika. Najlepszy scenariusz jaki w tej chwili jest możliwy to wysłanie Anthony'ego Bennetta do Minny, Diona Waitersa do Phily, podsypanie stosu graczami z wymiany z Utah, Brendanem Haywoodem oraz pikami z draftu, pomoc ze strony Filadelfii w postaci przenosin Thadeussa Younga na północ oraz sprawiedliwe podzielenie się z 76ers kontraktami Martina i Barei. Taki układ stworzy w Cleveland drużynę godną wielkiej dynastii panującej w lidze latami.

czwartek, 17 lipca 2014

Z Miami do Cleveland po raz kolejny

Rafał Jurasiński
James Jones zasili naszą rotację. Po LBJ i Millerze to już trzeci zawodnik, który przyczynił się do hossy Heat w ostatnich latach, a teraz ląduje na chłodniejszej północy USA. Jones to kolejny swingman i typowy zadaniowiec. Nigdy wielkim graczem nie był, ale to typ jakiego chce mieć w składzie każdy trener.

Jones niebawem skończy 34 lata. Do NBA przyszedł w słynnym drafcie 2003 z odległym numerem 49. Trafił do Indiany, a później do Phoenix i Portland. Grał po kilkanaście minut, ale zdobył szacunek dzięki wywiązywaniu się z powierzonych mu zadań.

W 2008 roku podpisał kontrakt w swoim rodzinnym mieście. Miami Heat 2 lata wcześniej świętowali mistrzostwo, lecz byli w chwilowym dołku. Drużynę objął Eric Spoelstra, a po 2 latach Miami znów grało w finałach. Jones przez 6 lat grania dla Heat zawsze grał w playoffs, 4 razy w finałach i 2 razy przywdziewał pierścień mistrzowski. Indywidualnie największy sukces osiągnął w 2011 gdy wygrał konkurs "trójek" podczas ASG. Jago atutem jest właśnie rzut z dystansu.

James Jones został rekomendowany do Cavaliers przez LeBrona Jamesa. Obaj panowie zaprzyjaźnili się w Miami i razem z Mikiem Millerem będą chcieli zapanować nad naszą młodzieżą. Wraz z przyjściem Jonesa siła rażenia zza łuku Cavs przedstawia się imponująco.

środa, 16 lipca 2014

Mike Miller zagra dla nas

Rafał Jurasiński
Stało się to czego się spodziewaliśmy. Do naszej ekipy trafił Mike Miller. 34-letni swingman podpisał 2-letni kontrakt wart 5,5 mln $ z czego drugi rok to opcja zawodnika. Głównym asumptem decyzji była postać LeBrona Jamesa, przyjaciela Millera, który nie ukrywał, że chce ponownie grać razem z nim.

Mike Miller przyszedł do ligi w drafcie 2000 z numerem piątym. Wybrany do Orlando Magic zagrał bardzo dobry sezon i dostał nagrodę Debiutanta Sezonu. Patrząc na jego konkurentów nie jest to jednak aż tak duże osiągnięcie ze względu na katastrofalnie niski poziom naboru. Wszyscy koszykarze z 2000 roku zagrali w sumie 3 razy w ASG! (Kenyon Martin, Michael Redd i Jamaal Magloire)

MIller w trzecim roku gry przeniósł swoje talenty do Grizzlies. Tam też spisywał się bardzo przyzwoicie i dostał drugie ważne wyróżnienie w karierze - Najlepszego Rezerwowego 2005/06. Po pięciu latach odszedł z Memphis i trafił do Minnesoty, a następnie do Wizzards.

W 2010 upomnieli się o wolnego agenta Miami Heat, którzy budowali mistrzowski skład i potrzebowali dobrego strzelca z dystansu. 3 lata na Florydzie to z pewnością najlepszy czas dla zawodnika. Statystycznie może nie wyglądało to dobrze, ale udział w trzech finałach i gra z zawodnikami największego kalibru spełniły marzenia gracza. W Miami szczególnie przyjaźnił się z Jamesem i właśnie dobre stosunki dwójki weteranów mają przełożyć się na atmosferę w drużynie z Cleveland. 

Poczet weteranów Cavs rozrósł się do czterech nazwisk: Varejao, James, Haywood, Miller. 2-3 nazwiska jeszcze do tej listy dopiszemy, choć weterani na wielkie pieniądze w Ohio już liczyć nie mogą. Czy Ray Allen spróbuje powalczyć o jeszcze jeden pierścień za niewielką gażę?

czwartek, 10 lipca 2014

Pozyskaliśmy prawa do gracza, który ... zakończył karierę!!!


Rafał Jurasiński
Decyzja LeBrona Jamesa wciąż nie jest znana i wciąż siedzimy jak na szpilkach w oczekiwaniu na powrót "Syna Marnotrawnego". Postanowiliśmy poszukać informacji o trójce koszykarzy do których nabyliśmy prawa na mocy ostatniej wymiany. Okazało się, że jeden z nich 6 lat temu... zakończył karierę sportową! Jak świat długi i szeroki o czymś takim jeszcze nie słyszeliśmy!

Christian Drejer jest pierwszym Duńczykiem wybranym w drafcie NBA. W 2004 roku postawili na niego New Jersey Nets jako 51 gracza wyboru. Drejer nigdy jednak w lidze nie zagrał. Trafił do Europy i występował w Szwajcarii i we Włoszech. Poważne kontuzje hamowały jego rozwój i 11 marca 2008 roku duńska federacja ogłosiła oficjalne zakończenie kariery zawodnika. Próżno szukać w internecie co działo się z Duńczykiem po 2008 roku, z pewnością jednak nie uprawiał on zawodowo basketu. Absurdalność całej sytuacji jest ogromna i dobitnie pokazuje determinacje Cavs w dążeniu do wymarzonego celu. Podejrzewamy, że nawet nikt w klubie nie wbił w "google" pakietu nazwisk oferowanego przez Nets!

Edin Bavcic jest kolejnym tego dowodem. Chociaż to gracz całkiem niezły to 30 lat na karku raczej nie uczyni z niego debiutanta w NBA. Został wybrany w drafcie 2006 z numerem 56 przez Raptors i od tamtej pory zaliczył już 11 klubów poza USA. Sabonis był tylko jeden i Bavcicovi raczej nie wróżymy takiej kariery. Niemniej jednak życzymy wszystkiego najlepszego na europejskich parkietach, a jako fani Cavs spokojnie możemy o Bośniaku zapomnieć.

Ilkan Karaman to jedyny z tej trójki, przed którym bram NBA nie możemy zamykać. 24-letni Turek został wybrany w drafcie 2012 z numerem 57 przez Brooklyn. To silny skrzydłowy (206cm), który po drafcie trafił do mocnego Fenerbahce Ulker Istambul gdzie miał okazje regularnie grać w Eurolidze. Niestety, miniony sezon Ilkan spędził na rehabilitacji po artroskopii obydwu kolan! 10 dni temu Fenerbahce rozwiązali z nim kontrakt i Karaman wciąż pozostaje bez klubu. Problemy zdrowotne mogą być decydującym czynnikiem w karierze tego zawodnika i dla Cavaliers jest on raczej skreślony. Za wysokie progi.

Na zdjęciu: Ilkan Karaman



piątek, 27 czerwca 2014

TRADE! Alonzo Gee do Hornets za Haywooda i kolejnego rookie!

Rafał Jurasiński
Jeszcze nie ochłonęliśmy po nocy draftowej, a sternicy Cavs już serwują nam pierwszą wymianę. Po czterech latach odchodzi od nas Alonzo Gee, a w jego miejsce witamy dwóch zawodników. Doświadczony Brendan Haywood to znana postać w lidze i pewnie będzie to ostatni przystanek w jego karierze. Bardziej ekscytująco prezentuje się drugi nabytek, rookie z numerem 45 -  Dwight Powell.


Powell, absolwent uczelni Stanford, to mierzący jakieś 210 cm (6'10") silny skrzydłowy z inklinacją do wychodzenia na obwód. Świetny ruchowo jak na swój wzrost, a do tego obdarzony kapitalnym rzutem. Typowy przykład "stretch four" o nieco podobnej charakterystyce do Spencera Hawesa. Powell w mockach był przewidywany nawet do końcówki pierwszej rundy, więc wymiana z Szerszeniami wygląda na bardzo udaną dla nas. Niejeden fanatyk Cavs nie spodziewał się, że za Alonzo, który i tak straciłby miejsce w składzie, możemy zyskać aż tyle.



Dwight Powell w ocenie nba.com:



Silne strony:



- potencjał "stretch four"

- świetnie podający
- inteligenty
- zwrotny


Słabe strony:


- słabo zbiera
- zbyt "wątły"

Statystyki:

14.0 ppg, 4.9 rpg, 3.1 apg, 1.3 spg, 0.8 bpg,2.9 tpg, 32.4 mpg, .462 FG, .256 3PT, .687 FT

Staty ze Stanford, gdzie rozegrał wszystkie 4 sezony, na kolana nie rzucają. Niewątpliwy potencjał musi być poparty ciężką pracą (szczególnie na siłowni). W innym wypadku Dwight może stać się jednym z najwyższych SF w lidze. Przypomina nieco młodego Kevina Garnetta lub Channinga Frye'a. Podobnie jak Harris jest dopasowany do stylu preferowanego przez coacha Blatta

Joe Harris - do Cavaliers z ... Cavaliers

Rafał Jurasiński
Z numerem 33 Cavs wybrali rzucającego obrońcę uniwersytetu Virgina (Cavaliers) Joe Harrisa. Mierzący 198 cm SG jest idealnym graczem do ofensywnego systemu Davida Blatta i - jak się wydaje - ma duże szanse na angaż w zespole.

Najmocniejszą stroną Joe jest rzut zza łuku, który stał się jego wizytówką i pozwolił przedostać się do draftu. Amerykanin słynie także z bardzo koleżeńskiej gry. To typ gracza, który krótko trzyma piłkę i uwielbia sytuację typu "catch and shoot". Harris spędził na uniwersytecie pełne 4 lata.

Oto jak jest przedstawiany na oficjalnej stronie NBA:

Silne strony:

- świetny rzut za 3
- inteligentny
- chętnie dzieli się piłką
- rozmiary (reach 8,4; wingspan 6,6)

Słabe strony:

- atletyzm

Statystyki:

12.0 ppg, 2.9 rpg, 2.3 apg, 0.9 spg, 1.3 tpg, 28.8 mpg, .441 FG, .400 3PT, .640 FT

(Statystyki przyzwoite, ale zastanawia  bardzo niski procent celności rzutów osobistych. Zwykle zawodnicy o takiej charakterystyce trafiają wolne na bardzo wysokim procencie. - dodał R.J.)

Były zawodnik NBA, a obecnie coach Virgini Tony Bennett komplementuje Harrisa - "Joe to bardzo efektywny gracz, to rzadkość żeby koszykarz tego kalibru był aż tak altruistyczny. Dla niego nie liczy się kto zdobywa punkty tylko interes drużyny. Drużyna w składzie z nim wie co ma grać i wybiera dobre opcje rzutowe. Jest wyjątkowy w tym względzie" 

Zawodnicy których Joe powinien podpatrywać i równać do nich to: Dan Majerle, Klay Thompson i Kyle Korver.

środa, 18 czerwca 2014

Podcast #CavsPL (2): Grant, Brown, Griffin i poszukiwanie nowego trenera

Cezary Szwarc
W Cleveland zaczyna się robić gorąco. Zarząd pilnie poszukuje nowego trenera, którego chciałby zatrudnić jeszcze przed draftem. Żołnierze, którzy pozostali na polu bitwy, to Tyronn Lue, Alvin Gentry, David Blatt i być może Mark Jackson. Gdzie tu jednak myśleć o nowych nazwiskach, kiedy nas w głębi serca wciąż bolą decyzje poprzedniego szkoleniowca i menadżera drużyny, który postanowił go ponownie zatrudnić.

To właśnie o zmianach w zarządzie klubu i powodach, dla których Grant i Brown zostali zwolnieni oraz poszukiwaniach nowego trenera rozmawiałem z moimi gośćmi.

P.S. Mike Brown (21) był kiedyś chudy i grał na jednej uczelni (San Diego) ze swoim ziomkiem, Chrisem Grantem (44). Założę się, że teraz też grają razem...w golfa na Hawajach, za kasę wypłacaną im wciąż przez Dana Gilberta.


W odpowiedzi na Wasze prośby, rozpiska o czym mówimy, w której minucie. Znowu nie udało nam się skrócić podcastu, więc niektórym polecamy słuchanie go w wersji "serial", na pięć razy :)

1:01 Mike Brown i Byron Scott 
16:36 - Chris Grant i analiza jego wyborów w draftach
36:45 - David Griffin
44:04 - Dłuższa dyskusja o poszukiwaniach nowego trenera



czwartek, 5 czerwca 2014

Podcast #CavsPL (1): Podsumowanie sezonu 2013/14

Cezary Szwarc
Nie mogliśmy się powstrzymać. Idea stworzenia podcastu towarzyszyła nam przez cały ten sezon, jednak problemy techniczne nie pozwalały nam uwiecznić naszych dywagacji. W końcu, kiedy nasi ulubieńcy sączą już drinki na plaży, spotkaliśmy się na skype'ie w blogowym gronie i omówiliśmy zawodnika po zawodniku, oceniając sezon i patrząc hen w przyszłość Kawalerzystów. Ba, udało nam się to nawet nagrać i wyszło tego prawie 1,5 godziny.

Kolejne podcasty będą pojawiać się przy stosowanych okazjach, najbliższa w przyszłym tygodniu. Ocenimy pracę Chrisa Granta, przyjrzymy się poczynaniom Davida Griffina, poznęcamy się na Mike'u Brownie i obmyślimy szczwany plan zatrudnienia najlepszego z dostępnych trenerów.

Wybaczcie wszystkie usterki techniczne, dmuchanie w mikrofon czy sztywną formułę z ciągłymi powtórzeniami z mojej strony :) Rozluźnimy się i będzie coraz lepiej!

Dzisiaj w składzie z Rafałem Jurasińskim, Sebastianem Cieślińskim, Mateuszem Jakubiakiem. Zapraszam!

środa, 4 czerwca 2014

Podsumowanie sezonu przez część redakcji CavsPL


Mateusz Jakubiak
Oto nasze redakcyjne podsumowanie mijającego sezonu w wykonaniu Cleveland Cavaliers. Część odpowiedzi na pytania została sporządzona jeszcze wtedy, gdy coachem był Mike Brown. Specjalnie nie zmienialiśmy niczego, żebyście wiedzieli jakie były nasze ówczesne odczucia. Życzymy miłej lektury. W najbliższym czasie możecie się spodziewać dużo newsów. Zapraszamy!

1. Jak oceniasz sezon 2013/14 w wykonaniu Cavs? Czego się spodziewałeś, a co zobaczyłeś? Co Cię zawiodło, a co pozytywnie zaskoczyło?

2. Co dalej z Mikiem Brownem?

3. Co dalej z Kyriem Irvingiem?

4. Czy Cavs w tym skladzie są w stanie walczyć w NBA? Jeśli nie to jakie zmiany powinny zostać wprowadzone?

Rafał Jurasiński

1. Gdyby dokładnie rok temu ktoś powiedział mi o dzisiejszych personaliach CAVS i że zajęliśmy 10 miejsce na Wschodzie złapałbym się za głowę! W porównaniu do minionego sezonu zostaliśmy wzmocnieni Jackiem, Dengiem, Hawesem oraz pierwszym numerem draftu. Do tego kontuzje, owszem, trapiły dwójkę najbardziej podatnych Varejao i Irvinga, ale wcale jakoś dużo meczów nie stracili. Na papierze mieliśmy 10 mocnych, zdolnych zawodników. Mieszanka rutyny z młodością, trener znający organizację na wylot, bardzo mocny skład asystentów, głodny sukcesów właściciel. Ta drużyna naprawdę wyglądała dobrze i powinna wygrać minimum 45 gier. Sezon uważam za kompletną klapę sportową, ale z dużymi nadziejami patrzę w przyszłość. Za kilka spektakularnych nocy daje słabą dwóje w skali do dziesięciu 2/10
Nie zobaczyłem tego, czego się spodziewałem, a zobaczyłem to, czego się nie spodziewałem. Mianowicie, liczyłem na lidera Irvinga, który w decydujących momentach bierze ciężar gry na swoje barki, rzuca kilka game winnerów i ugruntowuje swoją pozycję w lidze na poziomie gwiazdy. Sztab szkoleniowy, który panuje nad drużyną i wie jak rozegrać piłkę w najważniejszych momentach. Współpracę obwodowej trójki, której nie było, brak zaangażowania w wielu meczach i pewnie jeszcze wiele mankamentów mógłbym wymienić z postawą Bennetta na czele. Z pozytywów nie oczekiwałem świetnej gry Dellavedovy, dobrych wymian na Denga i Hawesa za nieudane transfery Bynuma i Clarka, Andy'ego Varejao pewnie trafiającego z półdystansu oraz MVP ASG.

2. Najłatwiej powiedzieć byłoby - wymienić! Nie wiem jednak czy to optymalne rozwiązanie. Znamy wysoki kontrakt Browna, który powoduje, że Gilbert zwolni Browna tylko w ostateczności. Końcówka sezonu pokazała, że od tej ostateczności jesteśmy jeszcze dość daleko. Fajnie byłoby zatrzymać tymczasowego GM Griffina, bo wygląda na łebskiego chłopa. Podejrzewam, że Brown dostanie szansę w kolejnym sezonie, a przed nami draft i ewentualna wymiana. Pozostaje jeszcze podpisanie jakiegoś FA, ale na tym polu nigdy nie byliśmy skuteczni.

3. Kyrie nie zrobił oczekiwanego postępu w minionym sezonie, ale winę za to ponosi cała ekipa z trenerem na czele. Drużyna nie miała tożsamości, a Irving nie do końca wiedział co ma grać. W końcówkach obowiązywała zasada "jak trwoga to do Boga" czyli wypisz, wymaluj jak za czasów Jamesa w Cavs. Kyrie to jednak jeszcze nie ten poziom. Czy dałbym maksymalny kontrakt? Raczej tak! To ma być twarz naszej organizacji na lata. Żadne wymiany nie wchodzą grę, a trudno spodziewać się, że wylosujemy topowy draft w tym sezonie. Drużyna przez kolejne lata będzie budowana wokół Irvinga i trzeba na niego chuchać i dmuchać.

4. Liczyłem, że powalczą już w tym sezonie. Skoro nie udało się trzeba coś pozmieniać. Stracimy pewnie Denga, choć można mieć nadzieję, że uda się go wcześniej podpisać i dobrze wymienić. W drafcie będziemy polować na SF lub na najlepszego dostępnego, który zostanie natychmiast przehandlowany. W zasadzie nie mam jakichś szczególnych preferencji co do nazwisk. W sferze marzeń pozostają tacy gracze jak James, Love, Aldridge. Nie wierzę, żeby nam się udało z którymś z nich. Ciekaw jestem co zrobimy z Waitersem. Mam ambiwalentne odczucia co do niego.

Jacek Mazurek

1. Sezon nie należał do udanych, najdelikatniej mówiąc. Playoffy, czyli główny cel nie został osiągnięty. Pozycja wyjściowa w drafcie też nie jest ciekawa, a nabór w tym roku wygląda naprawdę imponująco. "Na papierze" skład wyglądał obiecująco, plus dobre transfery w trakcie sezonu (ściągnięcie Hawes'a i Denga). Spodziewałem się 7/8 miejsce po sezonie regularnym. Po cichu liczyłem też, że Mike'owi Brownowi uda się zrobić z Cavs zespół, który mógłby pozytywnie zaskoczyć wynikami po sezonie zasadniczym (tak jak Toronto Raptors). Co zobaczyłem? Trenera, który nie potrafi rozrysować jednej udanej akcji. Brak obrony, konflikty w szatni, marazm drużyny. Głupie porażki w końcówkach. Pozytywnie zaskoczył mnie Matthew Dellavedova. Delly jest dowodem na to , że można znaleźć młodego, zdolnego gracza w szufladzie 'undrafted'. Minus za całokształt dostaje Jarrett Jack.

2. Mike Brown powinien zostać zwolniony. Koniec, kropka. Nie powinien być trenerem nawet w D-League.

Jak oceniam Browna? Źle, bardzo źle. Obrona w wykonaniu drużyn, które prowadził Mike jest jak Wielka Stopa, ktoś ją kiedyś widział, ale nikt nie jest w stanie potwierdzić tego faktu. Z resztą na YouTube jest więcej highlightów Briana Scalabrine'go niż defensywnych rozwiązań Browna (z których jest tak znany).

3. Czy Kyrie Irving jest wart $80mln/5lat? Czy jest wstanie zaprowadzić tą drużynę do TOP8 na wschodzie? Jeżeli Brown nadal będzie siedział na ławce trenerskiej kolejny sezon skończy się podobnie do tego, czyli klapą. Jeżeli Mike zostanie zwolniony i przyjdzie nowy trener, który będzie wstanie odpowiednio "poukładać" team, to Irvingowi nie pozostanie nic innego jak prowadzić drużynę do zwycięstw. Kyrie nie jest wart $80/5lat (przynajmniej na obecną chwilę). Jeżeli dostanie kontrakt o jakim mówią plotki, to będzie swojego rodzaju kredyt zaufania od Dana Gilberta. (Rozmowa między Gilbertem, a Irvingiem: "Dajemy Ci maksymalny kontrakt, mimo że na niego nie zasługujesz, ale wierzymy, że ciągu tych pięciu lat będziesz gwiazdą wielkiego formatu i pomożesz nam osiągnąć coś więcej niż finał konferencji"). Nie wykluczone, że inne drużyny będą zainteresowane pozyskaniem rozgrywającego, ale numer 1 draftu z 2010 wielokrotnie mówił, że nigdzie się nie wybiera. Wkrótce okaże się, ile jest warte jego słowo. W niedawno zakończonych rozgrywkach KI obniżył loty, ale nie był, to jakiś katastrofalny okres w jego wykonaniu. Wiadomo, że z sezonu na sezon oczekiwania kibiców są coraz większe, ale możliwości graczy są zupełnie inne.

4. Zdecydowanie musimy wzmocnić pozycję SF. Oczywiście ciągle jest szansa, aby na dłużej został z nami Luol Deng, ale obiektywnie patrząc to tylko nadzieje . Bardzo dobrze w playoffach spisywał się Trevor Ariza z Washington Wizards, który stał się wolnym agentem. Niezastrzeżonym wolnym agentem prawdopodobnie zostanie także świetnie spisujący się w Houston Rockets, Chandler Parsons. Być może powalczymy o któregoś z tych graczy. Jest także szansa na wybranie solidnego niskiego skrzydłowego w drafcie. Wszystko zależy też od nowego trenera (czy będzie zwracał większą uwagę na defensywę czy ofensywę) i jego pomysłu na drużynę.

Mateusz Jakubiak

1. Sezon był wielkim rozczarowaniem. Cavaliers mieli wreszcie powalczyć w Playoffs, a kadra jaką zastaliśmy przed sezonem na pewno powinna być w stanie to zapewnić. Wielkim minusem była postawa tych, którzy mogli pociągnąć CC do sukcesów – Jarretta Jacka, Luola Denga i, przede wszystkim, Andrew Bynum. Ten ostatni chyba naprawdę ma jakieś problemy ze sobą, ponieważ już jest na wylocie z Indiany. Plus słaby jak barszcz Anthony Bennett. Miało być pięknie – wyszło lepiej niż sezony wcześniej, ale to marne pocieszenie. Na plus na pewno postawa Spencera Hawesa – mam nadzieję, że zagrzeje tu miejsce na długi czas. I Matthew Dellavedova, zawodnik, który okazuje się niezbędny. Jego wola walki jest na wagę złota dla tego zespołu.

2. Pisałem na Twitterze ‘#firemikebrown’ zanim to było modne. Niech to wystarczy za moją odpowiedź. Ten człowiek zasłużył na bycie pierwszym trenerem w 3 lidze na Jamajce. Oby wyleciał jak najszybciej i zmienił go ktoś z wizją, umiejętnościami i autorytetem.

3. Mam nadzieję, że Kyrie Irving zostanie w drużynie. Ten rok miał niezły, choć na pewno wszyscy spodziewali się czegoś więcej. Grał nierówno w tym sezonie, ale kilka razy potrafił wyprowadzić zespół z trudnej sytuacji. Na duży plus jego gra na obwodzie i akcje penetracyjne. Jeśli dogada się z Dionem Waitersem, to mogą stworzyć duet obrońców na lata. Jeśli w Cleveland będzie kadra z prawdziwego zdarzenia, to warto inwestować w Irvinga ile się da.

4. Jeśli chodzi o zmiany w teamie, to najlepiej byłoby zacząć od trenera, który kompletnie nie panuje nad drużyną. Jeśli chodzi o zmiany zawodników, to z pewnością potrzebujemy gracza na pozycję niskiego skrzydłowego. Luol Deng zapewne odejdzie z Cleveland, a Alonzo Gee to gracz na kilkuminutowe występy. Trudno mi w tej chwili typować kto mógłby się pojawić w Cleveland – marzeniem jest oczywiście LeBron James lub Kevin Love. Jest jednak grupa graczy, która powinna klub opuścić – Deng, Gee, Jack czy Zeller. Nie są oni chyba w stanie dać drużynie zbyt wiele.

piątek, 25 kwietnia 2014

Zwłoki z Cleveland czyli era, którą trzeba zapomnieć


Rafał Jurasiński
Historia Theodore'a Stepiena w Cavaliers to najczarniejszy okres w historii organizacji. Okres przepełniony irracjonalnymi wymianami, złymi decyzjami personalnymi, nagłym odwrotem fanów, pieniędzmi wyrzuconymi w błoto, aż w końcu bardzo realnym upadkiem drużyny. 3-letnie panowanie Teda jest jak zły sen dla kibiców Cavs. Jeśli nie znacie tej historii weźcie butelkę wody, otwórzcie okno i nastawcie się na szereg informacji, które dla kibica Winno - Złotych będą trudne do przełknięcia.

Ted Stepien fortuny dorobił się jako właściciel ogólnokrajowego serwisu ogłoszeniowego. Miłość do sportu towarzyszyła mu od dziecka, zresztą aktywnie uprawiał koszykówkę i futbol na uniwersytecie. Niestety, talent nie pozwolił mu zajść daleko jako sportowiec, postanowił więc zrealizować się jako zarządca. Bogactwo dało mu możliwość zaopiekować się stosunkowo młodym klubem NBA i tak 55-letni businessman o prawdopodobnie polskich korzeniach stał się większościowym właścicielem Cavaliers w 1980 roku.

Cierpliwość nie była mocną stroną niedoświadczonego właściciela. Stepien postanowił uczynić Cavaliers potęgą jak najszybciej. Na stanowisku trenera zatrudnił Billa Musselmana, który zasłynął z dobrej pracy na uniwersytecie Minnesota. Kolejnym ruchem pryncypała było rozdanie rekordowo wysokich kontraktów, wartych 2 miliony "zielonych' trójce graczy, Scottowi Wedmanowi, Jamesowi Edwardsowi i Bobby'emu Wilkersonowi. Gracze ci może nie byli najgorsi, ale nie sprostali pokładanym w nich nadziejom. Wedman, dwukrotny all-star, przegrywał z kontuzjami i szybko opuścił Ohio za kolejnego mało znaczącego gracza i picki w drafcie,a Edwards odszedł rok później za kolejne picki draftowe, które były ulubioną kartą przetargową potomka polskiego emigranta Stępnia.

Początek sezonu 80/81 przeszedł do historii z jeszcze jednego powodu. Ni stąd ni zowąd właściciel podziękował za pracę uwielbianemu w Cleveland komentatorowi Joe Taitowi! Tajemnicą poliszynela było, że to głośna krytyka ze strony Taita była powodem zwolnienia. Stepien nigdy tego nie przyznał tłumacząc zmianę prozaicznymi powodami. Przy okazji Stepien zrezygnował z usług nieprzychylnego mu radia WWWE wiążąc się z zaprzyjaźnionym WBBG.

W ciągu kilku tygodni zarządca roztrwonił cały kredyt zaufania wśród fanów. Media przechrzciły ekipę Cavs na Cleveland Cadavers (zwłoki). Podczas ostatniego meczu sezonu w hali zebrał się tłum niewidziany tam od dwóch lat i manifestował poparcie dla Taita oraz dezaprobatę dla poczynań właściciela. Stepien tamtego dnia musiał ewakuować się z miasta.

Hardy Ted ani myślał opuszczać klubu. W kolejnym sezonie wspiął się na wyżyny swojego menadżerskiego beztalencia. Zwolnił podczas niego TRZECH trenerów i zatrudnił CZTERECH!!! Sezon zaczął Don Delaney, który zastąpił Muselmana już podczas poprzedniego sezonu. Następnie drużynę prowadził Bob Kloppenburg, a po nim ikona w świecie trenerskim Chuck Daly. Daly, wtedy jeszcze na początku swojej wielkiej kariery, na skutek potencjału zawodniczego wycisnął bilans 9-32 czym nie zadowolił przełożonego i musiał opuścić miasto. Kto został jego następcą? Tego nie przewidzieliby najstarsi Indianie! Za ster chwycił Bill Musselman!!! Tak, ten sam Musselman, ktory z hukiem wyleciał na początku tej karuzeli! Ted Stepien swój wybór wytłumaczył tak: "Bill wygrał 25 meczów z drużyną w której grali Mike Bratz, Roger Phegley, Mike Mitchel, Bill Laimbeer i która naprawdę nie miała ławki." Tłumaczył, że po czasie zrozumiał jak dobrym trenerem jest Musselman i ile zrobił dla klubu. Wymieniona wyżej czwórka zawodników to jedyni gracze stanowiący jakąś wartość wedle menadżera. Sezon później wszyscy grali już dla innych klubów.

Najgłupszą (lub najbardziej pechową) decyzją, która dała Stepienowi wieczną sławę była wymiana z Lakers w 1980 roku na mocy której otrzymaliśmy pierwszorundowy draft 80 (Chad Kinch) oraz Dona Forda, a oddaliśmy jednego z najlepszych graczy Butcha Lee i draft w 1 rundzie 82. Jako, że byliśmy na samym dnie, a Lakers świętowali mistrzostwo wymiana była "szóstką w totka" dla Jeziorowców, którzy z jedynką wybrali Jamesa Worthy. To jedyny przypadek w historii ligi, żeby aktualny mistrz wybierał w drafcie jako pierwszy. Wszystko to dzięki naszemu Stepienowi. Komisja ligi wprowadziła zasadę na mocy której od tamtej pory żaden klub nie może oddać wyborów w pierwszej rundzie draftu rok po roku. Prawo to (z czasem rozbudowane) zwie się "Stepien rule". Jak widać nasz wodzirej zmusił władze ligi do myślenia.

Macie dość? Proponuje łyk wody przed kolejnym akapitem, albo nawet coś mocniejszego...

W trzecim sezonie rządów businessmana atmosfera w Richfield coliseum była strasznie napięta. Wszystko za sprawą kolejnych pomysłów Teda. Transfery, podpisywanie wolnych agentów, gra zespołu, oddawanie picków, marnowanie pieniędzy, zwalnianie zasłużonych dla klubu ludzi to jeszcze nie wszystko. Stepien zapragnął zmienić nazwę klubu na Ohio Cavaliers. Pomysł ten uzasadniał topniejącą publiką w hali i planował przypuścić ekspansję na cały stan. Według niego klub miałby grać mecze także poza Cleveland w Cincinati, Pitsburghu, Colombus a nawet w Toronto i Nowym Jorku!!! Zabieg ten miałby na celu powiększyć rzesze fanów Cavs. Inną opcją było przeniesienie klubu do Toronto pod nazwą Toronto Towers. Na szczęście pod olbrzymią presją mieszkańców Ted zgodził się odsprzedać drużynę braciom Godonowi i Georgowi Gund za 20 mln$, co uratowało nasz zespół przed unicestwieniem. Przez 3 lata rządów Stepiena Cavs osiągnęli bilans 66-180, wymienili pięciu coachów i roztrwonili horrendalną wówczas sumę 15 mln dolarów.

Co się działo z naszym bohaterem dalej? Przejmował on kolejne kluby w ligach CBA i GBA na krótkie okresy, aż w końcu w roku 2003 już jako sędziwy starzec, utworzył ...własną ligę. Liga United Pro Basketball League zrzeszała zaledwie 4 teamy z okolic Ohio. Stepien zaopiekował się również zespołem softballu Cleveland Competitors. Próżno szukać informacji na temat tej drużyny w sieci.

Ted Stepien zmarł w swoim domu w 2007 roku (82 lata). Do dziś jego przygoda z Cavaliers wspominana jest przez jednych z przerażeniem, a przez innych z uśmiechem. Trener Musselman na łamach New York Times w 1982 roku powiedział "chciał mieć playoffy natychmiast i w kółko o tym mówił". Oddać Stepienowi trzeba, że na koniec ostatniego sezonu potrafił przyznać się do błędu - "zrobiliśmy błędy i bierzemy za nie odpowiedzialność'. Przez wielu dziennikarzy postać Teda jest nieco wybielana. Piszą, że w sumie nie był to zły gość tylko miał wielkiego pecha. W Cleveland sądzą jednak co innego.

Warunkiem przejęcia drużyny przez Gundów był wyjątek zrobiony przez ligę dla naszej drużyny, która zezwoliła nam na wybory w drafcie pomimo, że takowych nie posiadaliśmy (w pierwszych dwóch rundach). Stepien przehandlował właściwie wszystkie do 1986 roku. Władze ligi upchnęły nas w stawce i dzięki temu mogliśmy szybko odbudować skład. Właśnie w 1986 dostaliśmy jedynki w 1 i 2 rundzie i zamieniliśmy je na Brada Daughert'ego i Marka Price'a co zapoczątkowało okres hossy i definitywnie pozwoliło odciąć się od spuścizny Stepiena. Stepien wymienił kilkadziesiąt wyborów w drafcie! A teraz najbrutalniejszy fragment tego tekstu, a więc lista najbardziej znanych koszykarzy, wybranych przez inne kluby za picki wymienione z Cavaliers Stepiena. To będzie bolało...

James Worthy - 1982 do Lakers z nr.1
Detlef Schrempf - 1985 Mavericks, 8
Sam Perkins - 1984 Mavericks, 4
Derek Harper - 1983 Mavericks, 11
Dennis Rodman - 1986 Pistons, 27
Roy Tarpley - 1986 Mavericks, 7
Greg Kite - 1983 Celtics, 21

W obliczu opisanych wydarzeń cierpliwość Dana Gilberta dziwić nie powinna.

środa, 16 kwietnia 2014

Ostatnia gra nie o pietruszkę. Godz. 2.00 Cavs - Nets


Rafał Jurasiński
Choć sezon przegraliśmy z kretesem to ostatni mecz wciąż ma sporą stawkę. Nowojorczycy w razie porażki najprawdopodobniej osuną się na pozycję szóstą, a my w razie zwycięstwa możemy zrównać bilans z Nowym Orleanem i wybierać w drafcie numerek niżej. Gdy jedni chcą wygrać, a drudzy wolą przegrać sprawa wydaje się klarowna, ale jeśli mamy do czynienia z profesjonalistami o kalkulacjach nie może być mowy.

Pięknie rozpoczął się ten sezon dla nas od zwycięstwa z Brooklynem jakieś pół roku temu. Pięknie się nie zakończy, bo nawet mega spektakularne zwycięstwo nie zmieni oceny tego sezonu. Ostatnie wrażenie jest jednak ważne odnośnie przyszłego sezonu i ewentualnych zmian w off-season. Kyrie Irving walczy o maksymalny kontrakt od organizacji, a właściwie nie! Irving tenże kontrakt miał jak w banku, ale końcówka sezonu powoduje, że włodarze skrupulatnie przemyślą swoją decyzję. Dobry mecz lidera "na dobranoc" ułatwiłby stawianie parafki pod 80 milionowym, lukratywnym kontraktem. Kolejny zawodnik, który ma sporo do udowodnienia to Dion Waiters. Z nim sytuacja jest odwrotna do Irvinga, gdyż Dion gra w końcówce sezonu lepiej niż na początku, który miał fatalny. Słaba postawa oraz pogłoski o rzekomych konfliktach powodowanych przez gracza, arogancki sposób bycia przysporzyły mu wielu wrogów w całej lidze. Od kontuzji Irvinga i powrotu do pierwszej piątki Waiters umiejętnie wybiela swoje dobre imię i pokazuje, że w tej lidze może być znaczącą postacią. Nic nie będzie udowadniać Luol Deng, który nie zagra dziś i prawdopodobnie już go w naszych barwach nie zobaczymy. Podobno są chętni zapłacić Południowemu Sudańczykowi żądaną przez niego kwotę. Patrząc na jego postawę w CAVS oraz na to, jak dobrze radzą sobie Bulls bez niego, nie jest to wcale takie pewne. Weteran z 10-letnim stażem odrzucił 30 milionów za 3 lata proponowane przez Bulls, wart jest więcej??? Na koniec przysporzył nam jeszcze powodów do dumy, gdyż jako gracz Cavaliers został uhonorowany nagrodą J. Waltera Kennedy'ego za pracę społeczną i poświęcone własne środki w celu ulepszenia życia innych. Dla wielu już jesteś zwycięzcą Luol!!! I wreszcie coach Brown, który w tym sezonie podpadł niemal każdemu. Pamiętajcie, że to wasz ostatni mecz o stawkę i nie będziecie mieli okazji udowodnić własnej wartości aż do listopada!

Brooklyn nie wystawi do gry Allana Andersona i dobrze zapamiętanego przez fanów Cavs Shauna Livingstona. Obaj leczą drobne urazy, ale na playoffs mają być zdrowi jak ryby. Nie zagra także Mirza Teletovic, świeżo upieczony tatuś słodkich bliźniaków. Nets słabo zaczęli sezon i słabo go kończą. 3 porażki w 4 ostatnich grach zasiały lekki zamęt w ich szeregach. Gdyby nie dali rady Cavs, a Wizzards wygraliby z Celtics drużyny zamienią się miejscami. Wieść gminna niesie, że obydwie wolą trafić na Raptors niż na Bulls, ale kto wie kto z tej dwójki skończy sezon wyżej. 

Kończymy sezon sportowy Cavaliers, ale na blogu Cavs.Pl wciąż będziecie zasypywani ciekawostkami dotyczącymi naszej drużyny. Przed wami obszerne podsumowania sezonu, następnie przygotowania do draftu, liga letnia i początek okna transferowego, a potem jesień, mecze przedsezonowe i kolejny sezon NBA. Do tego uaktualniane stałe rubryki. Bądźcie z nami! GO CAVS!!!


środa, 2 kwietnia 2014

O 1.00 gramy w Orlando pierwszy z siedmiu finałów

Rafał Jurasiński
Kiedyś wielki Jose Mourinho prowadząc Real powiedział, że ostatnie 7 meczów sezonu będzie jak 7 wielkich finałów. Dziś takie zadanie można postawić przed koszykarzami z Cleveland, bo jeśli wygrają ostatnie 7 gier mogą zagrać w playoffs. Różnica taka, że my musimy liczyć na potknięcia innych, a Brown to zgoła inny motywator od Portugalczyka.

Orlando Magic w ostatnich meczach spisują się bardzo dobrze. Zwycięstwa z Bobcats i Blazers i minimalna porażka z Raptors pozwoliły zapomnieć Florydczykom o paśmie dziewięciu porażek z rzędu. Nikt z zespołu nie narzeka na kontuzję i do starcia  z nami przystąpią w najsilniejszym zestawieniu.

Główną uwagę powinniśmy skoncentrować na Czarnogórcu Nikoli Vuceviciu, świeżo mianowanym graczem tygodnia. Nikola w wyżej wymienionych meczach rzucał 22.7 punktów. Co gorsze środkowy radzi sobie bardzo dobrze przeciwko Cavs zdobywając 14.4 punktów i 11.1 zbiórek w tym sezonie. 

Cavs są jednak zdecydowanie lepsi od Magic zarówno w tym (3-0) jak i w minionym sezonie (3-1). Goryczy porażki nie zaznaliśmy już od 6 spotkań.

Na koniec zostawiamy wiadomość o naszym liderze Kyrie Irvingu, który być może dziś zagra. Trenował już normalnie z zespołem i jeśli tylko powrócił do optymalnej formy to może dziś wybiec na parkiet. Pytanie, jak spisze się nasz backcourt, który w ostatnich meczach bez Kyrie'ego grał świetnie???

Zabraknie dziś Andersona Varejao (kontuzja barku) i nie grających od dawna Bennetta, Milesa i Felixa. 

Nasza s5 powinna wyglądać tak jak ostatnio: Jack - Waiters - Deng - T.T. - Hawes, wspomagani z ławki przez Delly'ego, Tylera i Alonzo. W razie potrzeby w odwodzie mamy Karaseva i dwóch chłopaków, którzy mogą zadebiutować dla Cavs, Setha Curry i Scotty Hopsona. Jeśli natomiast zagra Irving, zastąpi w wyjściowej "5" Jacka.

A może jednak Play-Off?

Rafał Jurasinski
Kilkukrotnie w tym sezonie traciliśmy resztki nadziei na udział Cavs w grach posezonowych, a te jakimś cudem wracały po nieoczekiwanych zwycięstwach i słabej postawie rywali na Wschodzie. Ponownie znaleźliśmy się w obliczu całkiem realnego faktu walki o play-off oraz, co cieszy najbardziej, gramy z honorem do samego końca nie oglądając się za siebie.

Niewiele ponad tydzień temu niemal każdy kibic Cavaliers nie dawał szans naszej drużynie na kontynuację sezonu. Seria porażek z drużynami bezpośrednio walczącymi o PO, a do tego kilka kontuzji odzierały nas ze złudzeń. Wtedy jednak w Kawalerię wkroczył nowy duch. Rolę lidera przejął krytykowany dotąd Dion Waiters, a zgodnie z oczekiwaniami zaczął w końcu grać Jarrett Jack. Najbardziej niespodziewany wkład w zwycięstwa wniósł jednak Matthew Dellavedova, który zadziwia fanów całej NBA! Przyzwoita postawa całej reszty oraz widoczny (w końcu!!!) pomysł na grę sprawił, że Cavs po kolei odprawili wyżej notowanych wschodnich rywali: Knicks, Raptors, Pacers oraz plasujących się zaraz za nami Pistons. Katastrofalna gra Atlanty Hawks zmniejszyła stratę do ósmego miejsca do 2,5 zwycięstwa. Co prawda świetnie finiszują gracze z Nowego Jorku i to oni są w tej chwili głównymi kandydatami do awansu, ale zobaczmy co musiałoby się wydarzyć, aby to Cavs zagrało (pewnie z Heat, a szkoda, że nie z Pacers) dalej .

Gramy jeszcze 7 meczów, które musimy wygrać. Przy dużym szczęściu będziemy sobie mogli pozwolić na porażkę w ostatnim meczu z Nets. W tym tygodniu rozgrywamy zdecydowanie kluczowy mecz czyli starcie z Hawks. Końcówkę sezonu mamy od Atlanty lepszą, poza tym Hawks wyglądają na drużynę bardzo znudzoną sezonem. Jeśli zagramy tak jak w ostatnich meczach pokonamy ich znaczną różnicą. Wcześniej bez problemu uporamy się na wyjeździe z Magic, bo przecież walczymy o PLAY - OFF i nie wypada przegrywać ze słabeuszami, w których szeregach najbardziej zapracowani są scoutowie i analitycy przed zbliżającym się draftem! W tym momencie Knicks powinni przegrać przynajmniej jedno ze swoich spotkań. Mają u siebie Nets i Wizzards, a potem jadą do Heat, które wciąż będzie walczyło o "jedynkę" i przewagę parkietu w finałach konferencji. Hawks w tym czasie grają 2 trudne mecze z Bulls u siebie i Pacers na wyjeździe. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem to do NY mamy mecz straty, a do Hawks 0,5. Tutaj jednak napotykamy przeszkodę w postaci bilansu z obydwoma zainteresowanymi. Jastrzębie prowadzą z nami 2-1 (hipotetycznie) i możemy przeklinać mecz przegrany po 2 dogrywkach i zwycięskim rzucie Jeffa Teague'a. NY mamy na remis, ale w małych punktach leżymy przez jeden mecz przegrany 31 punktami. Zawsze i wszędzie trzeba grać do końca! Fakt pozostaje taki, że musimy mieć lepszy bilans od jednych i drugich.

Nasze kolejne gry to Bobcats i Pistons we własnej hali. To gry których cholernie się boję, ale przecież zwycięstwo w nich nie będzie wielką niespodzianką. Poza tym Pistons o nic już nie walczą. W nagrodę dostajemy 2 łatwiejsze mecze z Bucks (a) i Celtics (h). Knicks w tym czasie znów grają trudne gry z Raptors (a) i Bulls (h). Atlanta za to łapie oddech po wygranych z Pistons i Celtics w domu. Wciąż musimy liczyć na dwie porażki Hawks, na szczęście terminarz pozwala nam się uśmiechnąć: wyjazdy do Nets i Heat, a potem u siebie Bobcats. Na deser jeszcze Bucks. Gracze z Georgii powinni być o zwycięstwo za nami nawet jeśli wygrają 2 ostatnie mecze. Knicks grają ostatnie dwie gry z Nets (a) i Raptors (h) i muszą jedną przegrać.

Reasumując, z kim grają i  co muszą przegrać Knicks:

- Nets h
- Wizzards h
- Heat a
- Raptors a
- Bulls h
- Nets a
- Raptors h

Potrzebujemy 3 lub 4 przegranych zakładając, że raz powinie nam się noga. Terminarz mają trudny i ciąży na nich klątwa hali, w której często komuś zdarza się mecz życia. Każdy mecz zapowiada się ciekawie i wszystko może się zdarzyć.

Popatrzmy na Hawks, którzy mają 2 mecze więcej niż my i Knicks:

- Bulls h
- Cavs h
- Pacers a
- Pistons h
- Celtics h
- Nets a
- Heat a
- Bobcats h
- Bucks a

Jastrzębie muszą aż 5 razy wtopić w tym koniecznie raz z nami. Przypomnijmy, że przy założeniu, że wygramy wszystko do końca. Możliwe?

Gdyby brać pod uwagę szanse matematyczne to oczywiście można założyć kilka scenariuszy więcej. Są jednak tak mało prawdopodobne, że szkoda na nie miejsca. Musimy wygrać wszystkie mecze i liczyć na porażki rywali, 3 Nowego Jorku i 5 Atlanty. Nie oszukujmy się, zakładanie, że wygramy wszystkie mecze już jest huraoptymizmem, ale mimo to szansę na awans wciąż mamy całkiem realne, ze względu na terminarz, który nam sprzyja.

poniedziałek, 10 marca 2014

Sześć zastrzeżonych numerów Cavs - część 2


Rafał Jurasiński
Gdy rozpadła się świetna drużyna z końcówki lat 70-tych nastał najgorszy czas w historii organizacji. Nie trwał on na szczęście długo. Gordon Gund, kóry przejął drużynę w 1983 roku był łebskim właścicielem i na efekty jego zarządzania długo nie musieliśmy czekać. Dobre lata 88-95 pod wodzą Lenny Wilkensa wykreowały 3 wielkie gwiazdy Cavaliers, trio: Price, Daugherty, Nance.

Jako pierwszy z tego grona pod dach trafił najstarszy z nich Larry Nance i jego numer 22. Ceremonia odbyła się 30 stycznia 1995 roku. Nance, który swoją karierę podzielił między dwa kluby, Suns i Cavs do dziś bardziej utożsamia się z nami. Jest częstym bywalcem QLA, wypowiada się także dla lokalnych mediów. Jako gracz słynął z żelaznej obrony, skutecznych bloków i efektownych wsadów. Trzykrotnie wystąpił w ASG, wygrał także pierwszy w historii konkurs wsadów (1984).


Dwa lata później 1 marca 1997 roku przyszła kolej na Brada Daugherty'ego i jego 42. Bradley to najbardziej niespełniony koszykarz Cavaliers. Obdarzony niesamowitym potencjałem, przegrał po ośmiu latach grania w lidze (wszystkie dla Cavs) z kontuzjami. Nazywany "biegającym centrem" lub "the hooch" od charakterystycznego półhaka na którego nikt nie znał lekarstwa. Wybrany przez nas z jedynką w drafcie'86. Brad przez wszystkie 8 sezonów notował minimum 15 punktów i 8 zbiórek, a podczas trzech najlepszych ponad 20 i 10. Trafił na złoty okres centrów w NBA, pomimo tego był uznawany jednym z najlepszych. W dzisiejszych czasach pewnie nie miałby równych na swojej pozycji. Pięciokrotnie walczył w fazie play-off, tyleż samo w Meczach Gwiazd. Raz wybrany do 3 piątki sezonu. Daugherty, mimo że skończył karierę w jej połowie, stał się postacią wielce znamienitą dla Cavaliers.


Koszulka z numerem 25 ostatniego z naszych bohaterów, najbardziej znanego i utytułowanego Marka Price'a zawisła w hali 13 listopada 1999 roku. Osiągnięcia Price'a są ogólnie znane. Niewielu jednak wie, że Price pochodzi z bardzo katolickiej rodziny. Od dziecka był zaangażowany w życie parafii i razem ze swoim bratem Brentem (także wiele lat w NBA) śpiewali w miejscowym chórze. Etykę życiową Mark przełożył na parkiet. Choć na pozór nie wyglądał na świetnego koszykarza to jednak potrafił osiągnąć w koszykówce tak wiele. Znakiem rozpoznawczym Price'a był rzut. 3 razy okazał się  najlepszy z linii osobistych, a w najlepszym okresie chybił mniej więcej co piętnasty rzut wolny! Fenomenalny zza łuku, uwielbiał korzystać z zasłon i oddawać dalekie rzuty. Dwukrotnie wygrał także konkurs "trójek". Czterokrotnie wystąpił w ASG i dwukrotnie był ścisłym kandydatem do MVP wydarzenia. Członek Dream Team II, który zdobył Mistrzostwo Świata w 1994 roku. Niespotykana skromność przeszkodziła mu zaistnieć jeszcze bardziej w lidze. Zmagał się także w licznymi urazami.  Koszykarz, którego śmiało można stawiać za wzór dla najmłodszych adeptów tego sportu.

niedziela, 9 marca 2014

Gala Ilgauskasa okraszona porażką z Knicks


Rafał Jurasiński
Na ten dzień kibice Cavaliers czekali od dawna. Minionej nocy pod kopułę 'the Q" powędrowała koszulka siódmego Kawalerzysty w historii Zydrunasa Ilgauskasa. Niestety, na wysokości zadania nie stanęli nasi koszykarze, którzy przegrali z Knicks 97:107. Cavs tylko momentami prezentowali poziom godny play-off. Na przestrzeni całego meczu, a w szczególności czwartej kwarty lepsi byli jednak Nowojorczycy, którzy zrównali się z nami bilansem (24-40). Zawiedzeni porażką skupimy się dziś na tym co wydarzyło się w przerwie meczu.

"The Q" wypełniona została do samego końca. Większość fanów trzymała w rękach podobizny Litwina lub wielkie literki Z. Bordowe koszulki z wizerunkiem lub nazwiskiem bohatera sobotniej nocy dobitnie pokazywały kto dzisiaj jest w centrum uwagi.  W zaimprowizowanej loży honorowej zasiedli przede wszystkim członkowie rodziny Zydrunasa, jego żona  Jennifer, dwójka synów, oraz przybyli z Litwy rodzice oraz siostra z mężem. Za nimi zasiadła "śmietanka" Cavaliers, ludzie tworzący organizację: Dan Gilbert i poprzedni właściciel Gordon Gund. Wieloletni GM Wayne Embry oraz ci, którzy mieli okazję przeżyć już ten moment w osobach Larry Nance'a, Austina Carra, przywiązanego do wózka inwalidzkiego Bingo Smitha, a także nagrodzonego największą owacją legendarnego komentatora Joe Tatita.

Zaczęły się emocjonalne przemówienia. Najpierw głos zabrał ten który rekrutował Litwina czyli Wayne Embry. Po nim oddali szacunek Litwinowi dwaj właściciele, aż w końcu sam główny zainteresowany. Amerykanie kochają emocjonalne wystąpienia i pewnie każdemu z nas tak samo zakręciła się łza w oku niezależnie od miejsca zamieszkania. W pewnym momencie, będąc pilnie wsłuchanym w słowa "Z" można było poczuć się jak na przemówieniu człowieka, którego dni są policzone na skutek ciężkiej choroby. Ot, typowa amerykańska otoczka. która osobiście mnie nie przeszkadza i powoduje, że ważne wydarzenia pozostają w pamięci na dłużej. Osobą, którą bezpośrednio wpłynęła na "wjazd" koszulki pod konstrukcję hali był starszy syn. Publiczność szalała,a Zydrunas z trudem powstrzymując łzy, pozdrawiał wszystkich ruchem dłoni. 

LeBron James faktycznie przyleciał na uroczystość swojego przyjaciela i na szczęście nie odebrał mu "show". Dyskretnie schowany wśród wspólnych kolegów, gdzie można było doszukać się twarzy Delonte Westa i jedynego członka obecnego składu Cavs pamiętającego wspólną grę z Jamesem i Ilgauskasem, Andersona Varejao, nie absorbował uwagi kamer. Wszystko przebiegało pięknie i perfekcyjnie, aż w końcu na parkiet wybiegli koszykarze i było już tylko gorzej...

Who next? Wypadałoby spytać. czy następnym Kawalerzystą z zastrzeżonym numerem będzie LeBron James? Zapytamy Was o to w kolejnej ankiecie.

sobota, 8 marca 2014

Rozregulowany celownik Irvinga


Rafał Jurasiński
Minionej nocy Cavaliers przegrali bardzo ważny mecz przeciwko Charlotte Bobcats 101:92 redukując tym samym szansę na udział w play-off. Mimo,  iż nie był to najgorszy mecz z naszej strony, miejscowa drużyna zagrała dojrzalszy i bardziej poukładany basket i zasłużenie wygrała. Na potęgę chybił Kyrie Irving kończąc grę na skuteczności 5/17 w tym 0/7 zza łuku oraz 3/6 z linii. 

W zespole Michaela Jordana, który bacznie obserwował zmagania w charakterystycznej "bejsbolówce", świetny mecz zagrał duet Al Jefferson - Kemba Walker. Wzorowa współpraca "wysokiego z małym" zaowocowała 28 oczkami tego pierwszego i 14 asystami rozgrywającego. Parę lat temu Kemba i Kyrie startowali do draftu jako dwaj najlepsi point guards. Nie mamy wątpliwości, że dokonaliśmy wówczas słusznego wyboru, ale wczoraj to Kemba zdominował Irvinga. 

W naszej drużynie wyróżnili się Luol Deng i Dion Waiters, którzy zdobyli po 19 punktów. Co ciekawe żaden Kawalerzysta nie zgromadził na swoim koncie podwójnej liczby w choćby dwóch statystykach! Właściwie przez cały mecz trzymaliśmy się blisko gospodarzy, niemniej jednak w końcówce Bobcats dość łatwo odjechali od nas. Zadziwiał brak pomysłu na wykończenie akcji rzutem z dystansu, do tego jednak jesteśmy już przyzwyczajeni. W całym meczu trafiliśmy tylko 3 trójki przy skuteczności 17%!  Mecz w Charlotte pokazał, że salony są jeszcze nie dla nas i o fazie posezonowej raczej możemy zapomnieć.

wtorek, 4 marca 2014

Big Zet - uwielbiony przez Cleveland na zawsze


Rafał Jurasiński

Rzadko mamy okazję być świadkami tak wzniosłych chwil jak uhonorowanie zawodnika poprzez zastrzeżenie jego numeru. To najwyższy dowód uznania jaki może okazać klub NBA swojemu graczowi. W 44-letniej historii Cavs tylko sześciu koszykarzy dostąpiło tego zaszczytu. W najbliższą sobotę pod kopułę hali powędruje kolejny numer - 11 - ZYDRUNASA ILLGAUSKASA. Temu wydarzeniu poświęcimy kilka najbliższych dni.


Szóstka dotychczas docenionych w ten sposób graczy to Bingo Smith grający z numerem 7, Nate Thurmond - 42, Austin Carr - 34 oraz gwiazdy przełomu lat 80 - 90 minionego wieku: Larry Nance - 22, Brad Daugherty - 43 i Mark Price - 25. Zastrzeżony jest także mikrofon legendarnego sprawozdawcy z meczów Cavs i Indians Joe Taita. Jak wielki jest to honor pokazuje fakt, że Illgauskas jest pierwszym "zastrzeżonym" graczem od 15 lat czyli od wycofania numeru Price'a.

Zydrunas (Litwini stawiają "ptaszka" nad zet i czytają to imię miękko przez "żi") 14 lat pracował dla organizacji z Ohio, aby zasłużyć na "nieśmiertelność". Urodził się w Kownie czyli mieście uchodzącym za stolicę światowej koszykówki, przynajmniej w mniemaniu samych Litwinów. W koszykówkę, w drugim co do wielkości mieście naszych sąsiadów gra niemalże każdy, więc początkowo nikt nie zwraca uwagi czy młody adept rośnie szybko czy nie. Po prostu od małego ma rzucać do kosza. Gdy okazało się, że Illgauskas przewyższa wzrostem swoich rówieśników zaczęto poświęcać mu więcej uwagi i z czasem trafił do miejscowego Atletas Kaunas. Jako dzieciak koszykarsko rozwijał się dość powoli na co wpływ miały jego centymetry i nieporadność w poruszaniu się. Nikła obudowa mięśniowa i słaby kręgosłup z trudem utrzymywały wielkoluda. Wszystko zmieniło się, gdy Zet skończył 18-tkę. Debiut w profesjonalnej koszykówce w Atletasie był bardzo udany, 20.3 punktów, 12.8 zbiórek i 2.3 bloków na mecz stawiały sprawę jasno, Litwin wkrótce zagra w NBA.

W 1996 roku w drafcie dość długo czekał na swoją kolej. Dopiero Cavaliers wybierający z numerem 20 postawili na Europejczyka. Dziś można uznać ten przechwyt za jeden z najlepszych w historii organizacji (po Marku Price), ale początek na to nie wskazywał. Pierwszy sezon Litwin stracił cały ze względu na kontuzję stopy. Kolejny sezon to świetna postawa Zydrunasa. Wszystkie 82 mecze rozegrane w tym 81 w s5, 13.9 punktu na  mecz i do tego 8.8 zbiórek i 1.6 bloków. MVP meczu młodzików i wybór do piątki najlepszych debiutantów na koniec sezonu. W Cleveland wszyscy zacierali ręce. Niestety, kolejny sezon nasz bohater znów przegrał z kontuzjami. Pierwsze 3 litery jego nazwiska zaczynają adekwatnie określać jego stan zdrowotny. Cavs ryzykują i podpisują z  nim długi 6-letni kontrakt wart 70 milionów "zielonych". W kolejnym sezonie jest jeszcze gorzej. Zet wcale nie pojawia się na pakiecie. Lekarze z Cleveland Clinic stają na głowie, żeby doprowadzić jego podatne na kontuzje, mierzące 221 centymetrów ciało do dobrego stanu. Kolejny sezon Litwin rozpoczyna jako zawodnik wyjściowy, ale w 24 meczu sezonu znów trafia na listę kontuzjowanych. Jego absencja oznacza dla Cavaliers koniec marzeń o play-off. Mimo świetnego bilansu 15-8 z Illgauskasem kończą sezon na 30-52. Nikt nie ma wątpliwości ile znaczy center dla klubu. Po rocznej przerwie Zet wraca do składu, ale jako backup dla słabego centra Chrisa Mimha. Włodarze dmuchają na zimne i dawkują minuty Litwinowi. Zydrunas czuję się coraz pewniej i przed kolejnym sezonem jest gotów w 100% do gry. Świetna postawa, ponad 17 punktów w meczu owocuje powołaniem Zeta do Meczu Gwiazd. Powołanie jest jednak niespodzianką ze względu na katastrofalną postawę drużyny, która wygrywa tylko 17 meczów w sezonie. Włodarze jednak wiedzieli co robią, wszak po sezonie czekał na nich wyjątkowo silny draft, a my mieliśmy wybierać w nim jako pierwsi...


Okres gry z LeBronem Jamesem to najlepszy czas w karierze Illgauskasa. Przestały dokuczać mu kontuzje, opuszczał bardzo niewiele gier, a drużyna walczyła o najwyższe laury. W 2005 Litwin znów wystąpił w ASG i przedłużył kontrakt na kolejne 5 lat za 55 mln. Przez 4 lata Big Zet był wyjściowym centrem Cavs. Wszyscy wiemy jak owocne były to lata dla organizacji. 2 grudnia 2009 roku w meczu z Phoenix Suns Litwin ustanowił rekord klubu w ilości rozegranych meczów wyprzedzając ówczesnego managera Dannego Ferry. Cleveland usilnie walczyło o mistrzostwo sprowadzając legendę ligi Shaqa O'Neala, co oznaczało dla Europejczyka ławkę. Następnie wymieniono go za Antawna Jamisona z Wizards, ale ze świadomością, że Zet stanie się po chwili wolnym agentem i zaraz powróci do Ohio. Zydrunas musiał odczekać przymusowe 30 dni zanim ponownie stał się graczem Cavs. Jego powrót na mecz z Sacramento zmienił się w wielkie święto. Hala tymczasowo zmieniła nazwę z "the Q" na "the Z" a owacjom nie było końca. Illgauskas był u siebie w domu. 

Ostatni sezon w lidze "Z" postanowił spędzić w Miami Heat razem ze swoim długoletnim kolegą z drużyny LBJ'em. W Miami chciał zdobyć upragniony tytuł, ale ta sztuka też się nie udała. Znamienne, że kiedy Heat przyjechali na mecz do Cleveland Illgauskas znów dostał niesamowitą owację, a reszta teamu z Florydy z Jamesem na czele została niemiłosiernie wybuczana. We wrześniu 2011 Zydrunas ogłosił zakończenie kariery argumentując decyzję chęcią spędzania czasu z rodziną.

Illgauskas nie zrobił oczekiwanej kariery w zespole narodowym. Rozegrał tylko 3 mecze w 1994 podczas Eurobasketu. Plaga kontuzji wykluczała go z kolejnym imprez. Nawet kiedy chciał wystąpić na Igrzyskach w Pekinie w 2008 roku nie dostał na to zgody klubu. Wielu litewskich fanów czuje żal do centra za zbytnie kunktatorstwo w podejściu do reprezentacyjnych obowiązków.

W styczniu 2012 roku Illgauskas został asystentem generalnego managera Chrisa Granta. Jego zadaniem jest wyszukiwanie młodych, utalentowanych graczy. Niedawne zwolnienie Granta nie zaważyło na pracy Zydrunasa.

Cavaliers oficjalnie ogłosili wycofanie trykotu "Z"22 października ubiegłego roku. Ceremonia będzie miała miejsce podczas sobotniego meczu z NY Knicks

czwartek, 27 lutego 2014

Najgłośniejsze wymiany Cavs (5). Brakujące ogniwo


Rafał Jurasinski
Początek sezonu 2008/09. Cavaliers rozczarowani poprzednimi rozgrywkami i porażką z Bostonem w finale konferencji dochodzą do wniosku, że najbardziej "kuleje" pozycja rozgrywającego. Nie szukają daleko, nieopodal w Milwaukee miejscowi decydenci zgadzają się oddać za miedze robiącego stałe postępy playmakera, Mourice'a Williamsa.


Duża wymiana z minionego sezonu nie doprowadziła Cavs do upragnionego mistrzostwa i pokazała, że LeBron James wspomagany Illgauskasem, Wallacem, Szczerbiakiem i Westem to za mała siła na doświadczony Boston Celtics. Minimalna porażka w PO wskazywała, że zmiany powinny być kosmetyczne, a najsłabszym ogniwem wyjściowej piątki uznano Delonte Westa. Ówczesny GM Denny Ferry nie szukał rozgrywającego z wielkim doświadczeniem. Postawił na zawodnika "na dorobku" przed którym malowała się ciekawa przyszłość. Mo Williams wraz z "Królem" mieli stworzyć najlepszy duet ofensywny w lidze i doprowadzić Cavs do mistrzostwa NBA.

Straty po naszej stronie były niewielkie. Oddaliśmy Joe Smitha, dla którego bycie wymienionym stało się chlebem powszednim. Aż 15 razy pakował walizki i przedstawiał się w nowym miejscu pracy. Razem ze Smithem (odszedł do Thunder) straciliśmy kolejnego podróżnika (11 klubów w karierze) Damona Jonesa, który zasilił Bucks. Jones był powszechnie lubianym zawodnikiem Cavs z racji na jego akceptacje dla swojej pozycji w drużynie, typowego zadaniowca, z której wywiązywał się bardzo dobrze. Niemniej jednak transfer jak najbardziej na plus. Dwóch zaawansowanych wiekowo rezerwowych za świetnego rozgrywającego z możliwością dalszego rozwoju. Skład wydawał się być kompletny.

Drużyna z Mo grała świetnie. Wygrała aż 66 meczów w sezonie regularnym, stając się jedną z najlepszych w historii regular season. Williams zagrał w ASG w którym zdobył 12 punktów. Wszystko wyglądało pięknie do czasu finału konferencji gdzie nie sprostaliśmy Orlando Magic. Byliśmy zdecydowanym faworytem tej serii, lecz zabrakło  nieco pokory i chłodnej głowy w końcówkach zaciętych spotkań, które rozgrywane były na zasadzie "jak trwoga to do Boga", a nasz Bóg jednak wszechmocny nie był, choć nie dużo mu brakowało do doskonałości. Seria z Magic pozostanie w pamięci kibiców Cavs na długie lata...

Kolejny sezon to znów świetna gra w sezonie (61 W) i rozczarowanie w play-off gdzie lepszy był Boston wygrywając 4-2. To znów niemiła niespodzianka dla nas, gdyż faworytem był zespół z Ohio. Bolało też to, że wszystkie mecze tej serii kończyły się różnicą powyżej 10 punktów i kilka razy kompletnie nie nawiązaliśmy walki z Celtami. Był to koniec wielkiego składu Cavs. Rok później wylądowaliśmy na samym dnie.

Mo Williams po odejściu Jamesa miał stać się liderem drużyny, która przecież złego składu wcale nie miała. Zadanie to było jednak za trudne dla niego. Drużyna rozsypana psychicznie i trapiona kontuzjami przegrywała mecz za meczem. Sternicy Cavs postawili na odbudowę poprzez draft, a Mo był najbardziej łakomym kąskiem z naszego składu. Zgłosili się po niego Clippers oddając nam Barona Davisa i swój pick w pierwszej rundzie nadchodzącego draftu. Pick ten okazał się potem numerem jeden zamienionym na Kyrie Irvinga. Tym samym Mo Williams po raz drugi stał się bohaterem świetnego transferu! Podczas 2,5 roku w Cleveland zrobił wystarczająco dużo, aby zapamiętać go dobrze. Oklaskując popisy Irvinga pamiętajmy,że gdyby nie opisywany transfer Kyriego nie byłoby w Cleveland!

W kolejnej części "wszystko na jedną kartę" czyli ostatni sezon LBJ... coming soon!

środa, 5 lutego 2014

Jak Cavs pozyskują zawodników


Rafał Jurasiński
Prawdopodobnie znajdujemy się w przededniu nieuchronnej roszady kadrowej w drużynie Cavaliers. Z tego względu postanowiliśmy sprawdzić jak do tej pory wyglądało zatrudnianie zawodników przez organizację z Ohio. Pod lupę wzięliśmy 50 najlepszych graczy Cavs wybranych jakiś czas temu przez serwis "HoopsHype". Jaką drogą trafili do Cleveland?

W NBA koszykarza można pozyskać na 3 sposoby: wybrać go w drafcie, dokonać wymiany z inną drużyną lub podpisać kontrakt z zawodnikiem niezatrudnionym przez żaden inny klub z NBA. Co ciekawe zespół Cavaliers szansę na zakontraktowanie dobrego gracza wykorzystuje tylko dwudrogowo, poprzez draft i wymiany.

W najlepszej pięćdziesiątce Hoopshype mamy po 23 koszykarzy draftowanych i wymienianych oraz zaledwie czterech podpisywanych! Patrząc na umiejętności tejże czwórki próżno szukać ich wśród najlepszych, ale też odegrali oni niepoślednią rolę w historii klubu. Craig Ehlo grał w latach największej prosperity Cavs jako wyjściowy SG. Słynął z dobrego bronienia Michaela Jordana, choć buzzer beater Jordana w decydującym meczu serii PO uczynił z Ehlo "nieśmiertelnego".

Następca Ehlo, Gerald Wilkins wskoczył od razu do gwiazdorskiej piątki, ale kariery takiej jak jego poprzednik nie zrobił. Po Wilkinsie spodziewano się nieco więcej, wszak wcześniej pełnił ważną rolę w liczących się wówczas Knicks.

Kolejny Free Agent też grał na pozycji nr. 2 i przyszedł do klubu niedługo po Wilkinsie. Bobby Phills, bo o nim mowa, tworzył bardzo ciekawą parę obrońców z Terrellem Brandonem. Świetny defensor grał w czasach Mike'a Fratello, kiedy rzucić kosza Cavs było naprawdę trudno. Phills skończył tragicznie ginąc w wypadku samochodowym w wieku 30 lat juz jako gracz Charlotte Hornets.

Ostatni z tej czwórki nie był wolnym zawodnikiem, a dostał się do Cavs w expansion draft, gdy w 1970 roku przystępowaliśmy do ligi. Walt Wesley został zabrany z Chicago Bulls, więc właściwie trudno o nim mówić jako FA chcącym grać dla Cavs. Właściwie należałoby stworzyć czwartą opcję pozyskania gracza przez expansion draft. Jest to jednak opcja niezwykle rzadka dlatego dodajemy Walta do kategorii zawodników nie związanych z innym klubem w momencie podpisu kontraktu.

Naturalnie, co sezon podpisujemy kilku wolnych graczy, lecz nie są to czołowi zawodnicy rotacji. Obecnie mamy w składzie Gee, Clarka, Jacka, Dellavedovę, Simsa, Milesa, którzy trafili do nas z własnej, nieprzymuszonej woli jako wolni koszykarze. Czy któryś z nich wskoczy kiedyś do top50? Póki co szanse na to są małe.

Dlaczego mamy tak małe sukcesy na rynku wolnych agentów? Od lat mówi się o Cleveland jako klubie dość prowincjonalnym. Miasto nie daje możliwości rozwinięcia skrzydeł, zawodnikom ciężko wejść na poziom celebrytów i brylowania w mediach. Jeśli gracz dostaje ofertę z większego ośrodka za podobne pieniądze, wybiera ją. Razi także brak wielkich sukcesów drużyny. Popatrzmy na pogrążone w kryzysie Detroit. Miasto niemalże upadłe z opustoszałymi dzielnicami, padającym przemysłem motoryzacyjnym, wojnami gangów, leżące nieopodal Cleveland, ale kojarzące się z sukcesami do którego chętnie przychodzą FA.

Latem 2014 znów wielu znanych zawodników sprawdzi rynek Free Agents. Czy mamy jakieś szansę na pozyskanie któregoś z tuzów tej ligi? Doświadczenie uczy, że raczej nie, choć chrapkę mamy na samego "Króla". Znając możliwości klubu powinniśmy zrobić wszystko, aby mądrze i starannie dokonywać transferów oraz uważnie wybierać w drafcie. Do końca okna transferowego zostało 15 dni i dobrze byłoby dokonać właściwych roszad.

Całą 50 najlepszych w historii Cavs możecie zobaczyć na stronie serwisu HoopsHype, a u nas najbardziej gorące nazwiska w koszulkach Cavaliers.

Wybrani w drafcie:

- Campy Russell
- Austin Carr
- Bingo Smith
- Ron Harper
- Brad Daugherty
- Terrell Brandon
- Andre Miller
- Carlos Boozer
- "Zet" Illgauskas
- LeBron James
- Kyrie Irving

Pozyskani na mocy wymiany:

- Jim Chones
- Lenny Wilkens
- Jim Cleamons
- World B. Free
- Mark Price
- Larry Nance
- Wesley Person
- Shawn Kemp
- Tyrone Hill
- Larry Hughes
- Anderson Varejao
- Mo Williams