czwartek, 17 lipca 2014

Z Miami do Cleveland po raz kolejny

Rafał Jurasiński
James Jones zasili naszą rotację. Po LBJ i Millerze to już trzeci zawodnik, który przyczynił się do hossy Heat w ostatnich latach, a teraz ląduje na chłodniejszej północy USA. Jones to kolejny swingman i typowy zadaniowiec. Nigdy wielkim graczem nie był, ale to typ jakiego chce mieć w składzie każdy trener.

Jones niebawem skończy 34 lata. Do NBA przyszedł w słynnym drafcie 2003 z odległym numerem 49. Trafił do Indiany, a później do Phoenix i Portland. Grał po kilkanaście minut, ale zdobył szacunek dzięki wywiązywaniu się z powierzonych mu zadań.

W 2008 roku podpisał kontrakt w swoim rodzinnym mieście. Miami Heat 2 lata wcześniej świętowali mistrzostwo, lecz byli w chwilowym dołku. Drużynę objął Eric Spoelstra, a po 2 latach Miami znów grało w finałach. Jones przez 6 lat grania dla Heat zawsze grał w playoffs, 4 razy w finałach i 2 razy przywdziewał pierścień mistrzowski. Indywidualnie największy sukces osiągnął w 2011 gdy wygrał konkurs "trójek" podczas ASG. Jago atutem jest właśnie rzut z dystansu.

James Jones został rekomendowany do Cavaliers przez LeBrona Jamesa. Obaj panowie zaprzyjaźnili się w Miami i razem z Mikiem Millerem będą chcieli zapanować nad naszą młodzieżą. Wraz z przyjściem Jonesa siła rażenia zza łuku Cavs przedstawia się imponująco.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza