środa, 26 lutego 2014

Bez rewanżu na Raptors...

Cezary Szwarc
Cleveland Cavaliers nie zdołali zrewanżować się za ostatnią porażkę z Toronto Raptors i dziś w nocy ponownie przegrali z ekipą z Kanady 93:99. Starcie w The Q było dużo bardziej wyrównane od poprzedniego, ale błędy w końcówce, trochę pecha i kilka prostych, aczkolwiek spudłowanych rzutów zadecydowało o końcowym wyniku.

W pierwszej kwarcie Kawaleria radziła sobie całkiem nieźle. To podopieczni Mike'a Browna weszli lepiej w ten mecz, zaliczając niezły początek - 7:2. Niestety już w kolejnych akcjach dały o sobie znać przewagi rywali. Cavaliers wydawali się jakby słabsi fizycznie. Atletyzm Terrence'a Rossa i DeMara DeRozana ośmieszał czasami backcourt Cavs złożony z Irvinga i Jacka. Luol Deng zresztą też nie radził sobie z Rossem, który trafił 7 z 11 rzutów z gry.

Brakowało tutaj w obronie Waitersa, który nieźle broni, kiedy mu się chce i nieco wyższego C.J.'a Milesa. Do końca ćwiartki Dinozaury wyszły już na prowadzenie 23:17.


Druga kwarta zakończyła się remisem, trzecią wygrali gospodarze, ale wszystko i tak rozstrzygnęło się w ostatnich 12 minutach.

Wygrywaliśmy jeszcze na trzy minut przed końcem - 87:90. Szybko za trzy trafił jednak Ross, a kolejne sześć oczek dla swojej drużyny zanotował DeRozan. Cavaliers zastygli, nie potrafili odpowiadać w porę na akcje punktowe przeciwników i nagle z prowadzenia zrobiła się siedmiopunktowa strata.... Na walkę nie było jeszcze za późno, ale akurat tych najważniejszych rzutów w końcówce, Cavs nie trafili

Kyrie spudłował ostatnie 5 ze swoich 22 rzutów, z których i tak zrobił 25 punktów, plus 9 asyst i 5 zbiórek. Dobrych zawodów nie rozegrał żaden z Kawalerzystów, a Spencer Hawes okazał się dziś miękki jak pluszowy miś.

Coraz mniej czasu pozostaje Cavs na walkę o playoffy. Wymian już nie zrobimy, kontuzje nagle nie znikną... Musimy walczyć tym, co mamy, a rywale wcale nie chcą łatwo oddawać zwycięstw. Do ósmej Atlanty Hawks tracimy cztery zwycięstwa.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza