piątek, 3 stycznia 2014

Wygrana po wyjątkowo brzydkim meczu

Cezary Szwarc
Nie w takim stylu chcieliśmy wejść w 2014 rok, ale chociaż wchodzimy ze zwycięstwem i przerwaną serią porażek. Cavaliers pomimo braku Kyrie'ego Irvinga wydawali się nieźle rozpocząć starcie z Orlando Magic. Dobrze grali piłką, nikt nie był samolubny, a kibice głośno bili brawo, mimo tego, że nie dotarło ich na to spotkanie wielu z powodu śnieżycy. Im dalej w mecz, tym jednak gorzej... zdecydowanie gorzej. Czwartej kwarty, w której prawie każdy Kawalerzysta zaliczył air-balla, nie dało się oglądać. 

Podopieczni Mike Browna, którego krawat wyglądał równie poważnie, jak prowadzenie przez niego zespołu, zdołali jednak jakimś cudem odrobić stratę do Magic. Dion "a se rzucę" Waiters na 0.6 sekundy przed końcem starcia doprowadził do remisu i wszystko rozstrzygnąć miało się w dogrywce. Tam niezawodny Anderson Varejao (18 punktów, 25 zbiórek!), dwukrotnie trafił z półdystansu, następnie Matthew Dellavedova wymusił faul ofensywny i Cavaliers mogli cieszyć się z brzydkiego zwycięstwa 87-81.

"Wciąż nie mam pojęcia jak wygraliśmy ten mecz. To było szalone, ale cieszę się, że przerwaliśmy złą serię." - mówił po meczu Anderson Varejao, które 25 zbiórek jest wyrównaniem rekordu klubu.

Z kolei o samym wyczynie Brazylijczyka pochlebnie wypowiadał się Dion Waiters: "Spodziewaliśmy się tego. Wszyscy wiedzą, że on jest maszyną do zbierania piłek". Andy był też najlepszym strzelcem i drugim asystującym spotkania z trzema kluczowymi podaniami. Zaraz po nim, najwięcej oczek uzbierał Waiters - 17, ale każdy, kto obserwował mecz, widział jakie problemy z wykończeniem akcji pod koszem i z selekcją rzutów ma rezerwowy Cavs.

Double-double na poziomie 16 punktów i 10 zbiórek zanotował Tristan Thompson, który do perfekcji doprowadza swoje pump-fake'i. W jednym z kontrataków, goniony przez dwóch rywali, zatrzymał się pod samą obręczą, wysłał w powietrze pierwszego, chwilę później zrobił to samo z czającym się na blok kolejnym i spokojnie wyskoczył w trzeciej próbie, umieszczając piłkę w koszu. TT zaczyna też wkładać coraz więcej siły w swoje wsady i rzadko zdarza się już, że zostaje zablokowany przy obręczy, jak to miało często miejsce w poprzednich rozgrywkach.

C.J. Miles i Jarrett Jack rozegrali przyzwoite zawody, notując po 14 oczek. Zastępujący w pierwszej piątce Kyrie'ego Irvinga, Jack dołożył do swojego dorobku jeszcze 7 zbiórek i 7 asyst, a Miles trafił 3 z 5 rzutów za trzy punkty.

Tylko dwa oczka, dwie zbiórki i tyle samo przechwytów skompletował Matthew Dellavedova, który był cichym bohaterem meczu. Waleczny rozgrywający miał kilka momentów, w których podobnie jak Anderson Varejao, swoim poświęceniem dodawał energii reszcie zespołu. 

"Po prostu staram się pomóc mojej drużynie. Robię wszystko, co w mojej mocy. Nie patrzyłem na to, czy wyrywam piłkę Glenowi Davisowi, czy też, kto wpada we mnie, kiedy próbuję wymusić faul w ataku. To sie dzieje za szybko i to, że Glen jest dwa razy większy ode mnie nie ma nic do rzeczy." - wspominał po meczu, Matthew.

11 minut na parkiecie spędził Anthony Bennett, który najpierw szybko złapał dwa faule, a następnie kilkakrotnie przypuścił próbę zniszczenia konstrukcji kosza swoimi rzutami.

Kolejne starcie już jutro. Cavs zmierzą się na wyjeździe z Brooklyn Nets.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza