czwartek, 14 listopada 2013

Mike Brown - spec czy farciarz?

Rafał Jurasiński
Po ostatnich kompromitacjach Cavaliers sypią się gromy na głowę trenera Mike Browna. Trudno znaleźć odpowiedź na pytanie, czy ekipa Cavs potrzebuje czasu, aby grać zgodnie z oczekiwaniami, czy Brown źle przygotował drużynę do sezonu i nie potrafi wykorzystać potencjału zawodników.

Z ocenianiem trenera musimy jeszcze poczekać. Cavaliers nie są jedyną ekipą, która zawodzi na początku sezonu. Do tego samego garnka można wrzucić Wizzards, Pistons, Nets, Nuggets i Grizzlies. Z drugiej strony niektóre teamy zaskakują pozytywnie (Suns, 76ers, Bobcats, Magic, Celtics,Blazers) i naprawdę trudno przypomnieć sobie sezon z taką ilością niespodziewanych wyników. Zanim Mike Brown trafi na GM-owski dywanik przyjrzyjmy się bliżej jego osobie, gdyż coach naszej drużyny ma czym się chwalić.

Lata młodzieńcze

Brown urodził się w Colombus nieopodal Cleveland w roku 1970. Dokładnie w tym samym roku przystąpiła do ligi drużyna Cavaliers, najbliższa miejscu urodzenia Browna. Rodzina Mike'a wyemigrowała jednak do Niemiec i to tam nasz bohater zbierał koszykarskie doświadczenie. W wieku 18 lat ukończył American High School w Wurzburgu, po czym wrócił do USA i kontynuował naukę w mieście Mesa w Arizonie gdzie działał uniwersytet w Phoenix. Brown grał tam w koszykówkę przez 2 lata, po czym przeniósł się na uczelnię w San Diego, gdzie spędził kolejne 2 lata. Naukę ukończył w stopniu Bachelor of Business Administration.

Początki kariery

Jeszcze będąc w San Diego, Brown został dostrzeżony przez ludzi z Denver Nuggets i przygotowywał dla nich analizy jako scout. Jego praca, na początku darmowa, na tyle spodobała się przełożonym z Colorado, że zatrzymali u siebie zdolnego analityka na kolejne 5 lat. Mike zajmował się scoutingiem oraz analizami video.

Przełom

Lata ciężkiej pracy i niewątpliwy talent zaowocowały kontraktem życia. W 2000 roku Brown odebrał telefon z San Antonio Spurs z propozycją objęcia posady asystenta Gregga Popovicha. Przy niewielkim doświadczeniu taki telefon musiał być szokiem dla trenera. Brown radził sobie jednak świetnie w Teksasie i przez 3 lata przylgnęła do niego łatka specjalisty od defensywy. W czasach pracy w SA drużyna za każdym razem wygrywała minimum 58 meczów w sezonie i sięgnęła po mistrzostwo 2003. Sukcesy popchnęły trenera na podobną posadę, ale lepiej płatną w Indianie Pacers. Był tam asystentem Ricka Carlisle. 2 sezon w Indianapolis to dwie wizyty w play off i finał wschodu 2004. Bilans Browna jako asystenta: 341-201 (.629).

W Cavaliers

W 2005 w końcu spełniły się marzenia trenera i został pierwszym trenerem klubu NBA. W dodatku trafił do swojego Ohio i do rodzącej się potęgi Cleveland Cavaliers z wielkim LeBronem Jamesem na czele. W Cleveland zastąpił Brendana Malone, który wyniki miał poniżej oczekiwań. Okres pracy dla Cavs to pasmo sukcesów. Dochodził do minimum drugiej rundy play-off, zaliczył finał NBA 2007, tytuł trenera roku 2009 i trenował Wschód podczas all-star game. Bił rekordy zwycięstw w kolejnych sezonach (pamiętne 66-16), ale w najważniejszych momentach zawodził. Te momenty były dwa w latach 2009-10. Najpierw porażka w finale konferencji z Magic, a rok później w półfinale z Celtics. Zarzucano Brownowi wówczas, że nie znalazł sposobu na działania ofensywne zespołu w końcówkach spotkań i po prostu James brał sprawy w swoje ręce. Zespołowa koszykówka rywali była jednak skuteczniejsza. Brown został zwolniony 24 maja 2010.

W Lakers

Po zwolnieniu Brown trenował chłopców w mniejszych ośrodkach lub całkiem małych jak szkoła średnia jego syna. Pracował także dla ESPN jako analityk.

Kolejny przełom nastąpił w maju 2011, a do Browna zgłosili się LA Lakers. To znów brzmiało jak bajka, ponieważ nikt nie spodziewał się powrotu trenera do tak znamienitej drużyny, po tym jak rozstał się z Cavs. W skróconym przez lockout sezonie spisał się przyzwoicie, ale odpadł w drugiej rundzie PO, co dla Lakers oznaczało sezon nieudany. Po katastrofalnym pre-season i początku 1-4 został zwolniony przez Jeziorowców pół roku później.

Znowu w Cavaliers


Kiedy kończył się sezon zasadniczy 2013 wiele klubów żegnało się z trenerami i nazwisko Brown było bardzo gorące w spekulacjach. Chris Grant i Dan Gilbert nie czekając aż ktoś sprzątnie im dobrego znajomego sprzed nosa zatrudnili coacha Browna. Decyzja ta nie wywołała wielkich zachwytów wśród fanów, ale też nie była jednoznacznie negowana. Drużyna, która świetnie atakowała miała nauczyć się bronić, a do tego Brown wydawał się odpowiedni. Do tego wysokie picki w drafcie, wolni agenci z nazwiskami i to wystarczyło, aby już przed sezonem rozdzielać rozstawienie w play-off...

Rzeczywistość póki co okazuje się bardzo brutalna i nasza drużyna wygląda po prostu źle. Pomimo trzech zwycięstw z 76ers, Nets i Wolves gra zespołu wygląda słabo. Brown nie poprawił zbytnio obrony, a atuty ofensywne zanikły. W zespole nie ma radości gry, widać brak dynamiki. Spadła też skuteczność procentowa rzutów z dystansu. To objawy charakterystyczne dla zmęczenia. Być może drużyna zbyt ciężko pracowała i musi zdobyć nieco świeżości, być może brakuje zgrania między "starymi" i "nowymi". Może po prostu Brownowi brak kompetencji do prowadzenia teamu w NBA? Czy szczęście odwróciło się od coacha? Poczekajmy jeszcze kilka tygodni na odpowiedź. Dopóki Mike jest z nami trzymamy na niego kciuki.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza