wtorek, 5 listopada 2013

Cavs przerwali serię Wilków!

Cezary Szwarc
Cleveland Cavaliers pokonali dziś w nocy Minnesotę Timberwolves 93:92. Zacięty bój w Quicken Loans Arena zakończył serię trzech zwycięstw Wilków i pozwolił dopisać do rachunku Kawalerzystów drugą wygraną w tych rozgrywkach. Od porażki dzieliło nas tylko jedno trafienie rywali, jednak najlepszy gracz ubiegłego tygodnia na zachodzie - Kevin Love spudłował rzut o zwycięstwo.

Cavaliers przez większą część spotkania utrzymywali ponad 10-punktowe prowadzenie, jednak w czwartej kwarcie podupadli trochę na siłach. Nacisnęła ich wzmocniona obrona T-Wolves i do ostatniej sekundy musieli walczyć o kolejną literkę W przy swoim bilansie.

"Po prostu się nie udało. Tym razem nie wygraliśmy. Nie zmienia to jednak faktu, że bez wahania oddalibyśmy piłkę w ręce Kevina, gdybyśmy mogli to powtórzyć. To najlepszy silny skrzydłowy w lidze i wygrywał już dla nas mecze takimi rzutami." - komentował rzut o zwycięstwa, na 1,9 sekundy przed końcem spotkania, Kevin Martin.

To właśnie Martin był dzisiaj najlepszym strzelcem Wilków. Zanotował 23 punkty, trafiając w tym 5 z 8 oddanych rzutów za trzy. Dużo lepiej poszło Cavs w obronie na liderze gości, wspominanym Kevinie Love. Najlepszy do tej pory strzelec sezonu (średnia powyżej 29 oczek), zanotował w starciu z Cavaliers 17 punktów z 20 rzutów. Dodatkowo nie trafił ani jednej ze swoich siedmiu prób za trzy.

Skąd taka "słaba" postawa Love'a? Do meczu świetnie przygotował się Tristan Thompson, który godzinami śledził grę swojego bezpośredniego rywala na wideo i agresywnie zagrał przeciwko niemu w The Q. Nie dość, że TT nie ustępował rywalowi na krok w obronie, naciskając i siłując się z nim w każdej akcji, to dbał też o zmęczenie Kevina po drugiej stronie boiska. W każdej akcji uciekał przeciwnikowi lub starał się grać z nim jeden na jednego, co całkiem nieźle mu wychodziło. Ogółem Kanadyjczyk zanotował 12 oczek, 11 zbiórek i... 6 strat.

Cavaliers zaliczyli run 12-0 na starcie drugiej kwarty i wydawało się, że od tego momentu będą już kontrolowali przebieg spotkania. C.J. Miles zdobył w tym uciekinierze 10 oczek z rzędu (pozostałe dwa należały do Alonzo Gee) i w całym meczu był bardzo silną bronią z ławki rezerwowych. W 19 minut spędzonych na parkiecie, zaliczył tyle 19 punktów i 5 zbiórek.

"Widziałem szansę na punkty. Bronił mnie niższy zawodnik i starałem się to wykorzystać. Znalazłem wolne miejsce na rzut, więc rzuciłem. Wszedłem pod kosz, gdzie nie było rywali, więc także rzuciłem. Starałem się po prostu wykorzystać to, na co pozwalali mi rywale." - komentował swoją postawę C.J. Miles.

Małego przebudzenia doznał Kyrie Irving, któremu wciąż brakuje zapału do gry, ale w nocy miał już kilka dobrych fragmentów gry i skompletował wszechstronne 15 oczek, 8 zbiórek i 6 asyst. Niestety nie ustrzegł się od strat, których popełnił aż 9! Tuzin punktów zdobył Anderson Varejao, który do swojego dorobku dołożył też 6 zbiórek i 4 asysty.

Więcej niż w poprzednich meczach, bo aż 19 minut rozegrał Andrew Bynum, którego proces rehabilitacji przebiega zaskakująco dobrze. Center przed meczem wspominał, iż być może nigdy nie odzyska już swojego atletyzmu sprzed kontuzji, ale bez większego problemu zanotował 10 oczek, 4 zbiórki, 3 bloki i asystę. Jarrett Jack wykonał swoją robotę z ławki (2 oczka, 4 zbiórki i 5 asyst), a z odpowiednim dobrem rzutów walczył kolejny raz Dion Waiters (3/10 z gry).

Kolejny mecz Cavs już środę. Rywalem będzie drużyna z tej samej dywizji - Milwaukee Bucks.

P.S. Anthony Bennett od startu sezonu jest już 0/15 z gry.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza