poniedziałek, 12 maja 2014

Mike Brown nie jest już (po raz drugi) trenerem Cavs!

Cezary Szwarc
Lepsze czasy nastały w Ohio. Czasy, w których drużyna Cleveland Cavaliers wraz z zarządem ma jaja i potrafi przyznać się do popełnianych błędów. Zza oceanu dotarły do nas bowiem informacje z ostatniej chwili o zwolnieniu trenera Mike'a Browna. Taką decyzję wraz z właścicielem klubu - Danem Gilbertem podjął menadżer generalny klubu - David Griffin.

Po pierwsze muszę się wytłumaczyć z tego, dlaczego nazwałem Davida Griffina menadżerem generalnym. A no dlatego, że właśnie dziś postawił na niego Dan Gilbert i stwierdził, że z kilku przesłuchanych chętnych do objęcia tego stanowiska, żaden nie sięgał do pięt temu, co zaprezentował sobą i swoją pracą w ciągu ostatnich kilku miesięcy Griffin.

Ten sezon Cavaliers zakończyli z bilansem 33:49 i nie był to wynik, z którego ktokolwiek związany emocjonalnie lub finansowo z CC mógł być zadowolony. Dziesiąta pozycja na wschodzie nie pozwoliła im zagrać w playoffach, a przecież od czasu przebudowy drużyny po odejściu LeBrona Jamesa minęły już cztery lata. 

Mike Brown miał być receptą CC na sukces, przynajmniej ten porównywalny z okresem jego pracy dla Cavs jeszcze przed "Decyzją". Niestety, Brown kolejny raz udowodnił, że nie potrafi być autorytetem dla zawodników i praktycznie o jeden rok spowolnił rozwój tego zespołu skazując go na kompletny chaos taktyczny, zamieszanie w szatni i brak oparcia w kadrze trenerskiej.

Dan Gilbert mimo ogromnego kontraktu, który będzie jeszcze musiał spłacić po zwolnieniu Browna, przyznał się do błędu jakim było ponowne zatrudnienie Mike'a. Po raz kolejny Dan udowodnił tym samym, że nie liczą się dla niego pieniądze, a powodzenie drużyny. Zaraz po dogadaniu umowy z nowym GM'em, właściciel podjął z Griffinem decyzję o rozstaniu się z trenerem, pod którego rządami Kawalerzyści (przez dwie kadencje) wygrali 305, a przegrali 187 meczów.

Nie trzeba było długo czekać, żeby koszykarski świat zagrzmiał od spadających z nieba plotek na temat nowego szkoleniowca CC. Na rynku trenerów ostały się jeszcze takie nazwiska jak: Mark Jackson, Steve Kerr (Knicks...), Lionel Hollins, czy George Karl. Sam Amick donosi jednak, że to asystent Toma Thibodeau z Chicago Bulls jest głównym kandydatem do objęcia stanowiska po Potato Headzie.

Ów asystent nazywa się Adrian Griffin. Nie wiem, czy jest z tych Griffinów, co GM, ale jeśli zostanie trenerem, to moje mylenie ich imion będzie pierwszym powodem, dla którego mogę przestać ich lubić.

O Brownie wiecie już wszystko, studiowaliście jego nieudolność dwa razy, jak przeciętny pilny student rok akademicki. Słów więc kilka o Griffinie, Adrianie.

Ma 39 lat, grał w NBA przez długie lata na pozycji rzucającego obrońcy. Skończył karierę w 2008 roku w Seattle, ale tuż przed tym otarł się o... Cleveland. W pamiętnej wymianie w lutym 2008 roku, kiedy to do C-Town trafił pensjonariusz domu starców -  Ben Wallace, model Wally Szczerbiak oraz przyszły-niedoszły morderca, cyklista Delonte West. To w tym trade'zie Griffin poszedł do Supersonics, gdzie z marszu postanowił zakończyć karierę.


Moim cichym faworytem i nadzieją jest Mark Jackson, ale o wszystkim, co nie jest tylko moją złudną nadzieją będziemy was jeszcze informować. Bądźcie czujni i podzielcie się z nami waszymi pomysłami na nowego szkoleniowca drużyny.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza