środa, 15 stycznia 2014

Szczęśliwa wygrana w Los Angeles!

Cezary Szwarc
Luol Deng zagrał zdecydowanie powyżej tego, czego się od niego oczekuje, notując 27 punktów (5/5 za trzy), 5 zbiórek i 4 asysty, jednak Cavaliers i tak mieli spore problemy, aby pokonać pół drużyny Lakers (reszta jest kontuzjowana). W spotkaniu, w którym mieliśmy okazję oglądać run za runem z obu stron, Kawalerzyści wygrali 120:118. Tym samym w trasie wyjazdowej po zachodzie USA, podopieczni Mike'a Browna zaliczają bilans 1-1.

Pierwszym, co przykuło moją uwagę w tym starciu była ofensywa Cavs. Na początku meczu funkcjonowała ona na piątkę, trochę przypominając to, co w Chicago Bulls z użyciem Luola Denga robił atak Toma Thibodeau. Były gracz Byków od razu odnalazł się w tej sytuacji wykorzystując świetnie podającego wysokiego, Andersona Varejao. Startująca piątka nie wyprowadziła jednak gości na większe prowadzenie, a dokonał tego drugi skład z Matthew Dellavedovą, Kyrie Irvingiem, Jarrettem Jackiem i dwoma wysokimi - A.V. i Tylerem Zellerem.

Połączenie gry trzema niskimi zawodnikami z dwiema wysokimi wieżami przyniosło oczekiwane rezultaty jedna nie na długo. Głupie straty, szczęśliwe rzuty Jeziorowców, w które nie mogli uwierzyć nawet ich komentatorzy i walka Jordana Hilla na ofensywnej desce ciągle utrzymywały gospodarzy w grze.

Dopiero trzecia kwarta i czwarte z rzędu trafienie zza łuku Luola Denga obudziło Cavs. W sześć minut gry ekipa z Ohio uciekła na +10 punktów, aby chwilę później znowu przyjąć z otwartymi rękami serię Lakers zmniejszającą przewagę do zaledwie dwóch oczek. Takimi krótkimi seriami toczył się praktycznie cały mecz i pewne było, że podobnie wyglądać będzie ostatnia część spotkania. Na 11 minut przed końcem potyczki niejaki Ryan Kelly wyprowadził Lakers na +1, zdobywając swoje jedyne punkty z gry w meczu.

Zaraz po tych oczkach, swój piąty faul złapał Irving i już kilka sekund później siedział na ławce C.C. Wtedy ciężar gry na swoje barki wziął nowy nabytek Kawalerii - Luol Deng. Trafił swoją piątą trójkę na 100% skuteczności i dyrygował ofensywą Cavs. Jak zwykle, odważnie grał też Delly, który trafił z kolei 3 trójki, przypominając rywalom "Hej, może ktoś podejdzie do mnie, trafiam stąd 43% prób". Na koniec do walki włączył się też grający dosyć leniwie i z głupim uśmieszkiem na twarzy, Dion Waiters. Trafił na szczęście dwa ważne rzuty, w tym jeden po tym, jak przewracający się Pau Gasol podał mu spaldinga prosto do rąk pod samą obręcz.

W międzyczasie Lakers odpowiadali na prawie każde nasze punkty, a Kawalerzyści pudłowali z linii rzutów wolnych (Thompson i Irving). Jednak dzięki takim akcjom, jak ta Waitersa udało się obronić dwupunktową przewagę i na dzisiejszy mecz w Portland (4.00) pojedziemy już z lepszymi nastrojami.

Najlepiej zagrał oczywiście Deng, ale 18 oczek, 18 zbiórek i 6 asyst zanotował też niestrudzony Anderson Varejao. Double-double skompletował także Tristan Thompson - 15 punktów, 13 zbiórek, a z ławki rezerwowych 17 oczek dorzucił Dion Waiters. Wspominany Delly zdobył 11 oczek, Kyrie Irving dodał 13, a słabsze zawody zaliczył będący ostatnio w dobrej formie, C.J. Miles - 5 punktów.

"Teraz, gdy mamy Luola w naszym zespole jest o wiele więcej optymizmu, o wiele więcej radości z gry i talentu. On jest dla nas ogromnym wzmocnieniem i to, że udało się ściągnąć go przed serią wyjazdową jest naprawdę wspaniałe." - komentował występ swojego nowego kolegi, Kyrie Irving.

"Rozmawialiśmy w przerwie meczu o tym, co musimy poprawić. Widać było motywację reszty chłopaków. Udało nam się wykonać kilka założeń i kontrolowaliśmy końcówkę meczu." - wyjaśniał Deng.

Dla naszych rywali trzech graczy zdobyło po 20 lub więcej oczek, byli to: Pau Gasol (20), Jodie Meeks (26) i Nick Young (28).

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza