czwartek, 16 stycznia 2014

A było tak blisko... Przegrana w Portland

Cezary Szwarc
Czwarty mecz i dwie porażki, jednak jak na Cavaliers w tym sezonie, na wyjeździe (ich bolączka), dopasowujących się do nowego i ważnego członka zespołu oraz z kapryśnym Waitersem (o tym napiszę później), to i tak dobry wynik. Dziś w nocy Kawaleria przegrała dosyć pechowo z jedną z najsilniejszych drużyn ligi - Portland Trail Blazers 96-108. Katem dla Cavaliers, którzy walczyli o zwycięstwo przez większą część starcia okazał się LaMarcus Aldridge (32 punkty, 18 zbiórek, 4 asysty), który zdobył dziewięć oczek z rzędu dla swojego zespołu w ostatnich czterech minutach gry. Na koniec zwycięstwo gospodarzy przypieczętował Damian Lillard, trafiając po raz piąty w tym meczu za trzy.

Dla Cavs najlepiej zagrali Luol Deng - 25 oczek, 6 zbiórek, 3 przechwyty, oraz  Kyrie Irving - 21 punktów. 18 punktów z ławki dorzucił Dion Waiters, double-double skompletował Tristan Thompson - 10 oczek, 10 zbiórek. Anderson Varejao rozegrał wszechstronne zawody notując 8 punktów, 14 zbiórek, 4 asysty i 3 przechwyty.




Po spotkaniu Cavaliers byli tak źli na siebie, że postanowili zrobić sobie trening. Zaraz po wyjściu kibiców, a na oczach lokalnych dziennikarzy zaczęli ćwiczyć na parkiecie rywala... po dwóch meczach w dwa dni - to niebywała sytuacja, która mam  nadzieję świadczy o tym, jak zależy tej drużynie na stawaniu się lepszą każdego dnia.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza