czwartek, 31 lipca 2014

Oczekiwanie na TAK Allena w cieniu Love affair

Michał Fedusio
Gdy całe Cleveland oczekuje na przybycie Kevina Love, jest jeszcze ktoś, kogo chętnie zobaczylibyśmy w naszej organizacji. Ostatnio wokół tej osoby zrobiło się ciszej, brakuje też świeżych konkretów. Może to cisza przed burzą? Stan swoich kości przed potencjalnym 19. sezonem w NBA wciąż bada Ray Allen. Jeśli testy wypadną pozytywnie, prawdopodobnie dołączy on do LeBrona jako czwarty członek mistrzowskich Heat z 2013 roku w naszych szeregach.

Allen od samego początku czuł się w NBA jak ryba w wodzie. Wyróżniający się debiutant, gra przeciwko Jordanowi w szczytowej formie, All-Star jeszcze za czasów gry w Bucks, czołowa postać w Sonics i świetny duet tworzony z Rashardem Lewisem. Mistrzostwo NBA w Celtics, kolejne w Heat i w końcu status najlepszego strzelca zza łuku w historii ligi. Jego nadgarstek powinien być odlany w brązie i wystawiony w Międzynarodowym Biurze Miar jako ideał katapulty rzucającej za trzy.

Mimo takich osiągów, Allen mentalnie jest gotowy na kolejne wyzwania (czytaj: chęć walki o trzeci tytuł). Nie wiadomo jednak, czy tę samą gotowość sygnalizuje jego ciało. Ray utrzymywał je przez lata w nienagannej  kondycji. Nie tył podczas lokautów, nie luzował podczas urazów, rehabilitacji czy postseason. Pewnie nawet po zakończeniu kariery będzie wyglądał równie świeżo, co teraz.

Równo 1300 gier w sezonie regularnym i 171 w playoffs muszą ciążyć na jego kolanach. Widać, że 39-letni Sugar Ray ma jednak zakusy na  grę w przyszłym sezonie. Nie ogłosił po przegranych finałach z Heat zakończenia kariery. Podobno przyjmuje też argumenty za pozostaniem w grze, jakimi bombardują go: James Jones czy Mike Miller. Oprócz nich, z Florydy do Cleveland przeprowadził się także dobry szpulas Allena, który przy okazji jest najlepszym koszykarzem globu – LBJ. Kto wie, czy to właśnie nie ten fakt spowodował, że Ray wciąż się zastanawia…

A co mogliby zyskać przy tym Cavs? Wydaje się, że sporo. Kolejny mentor dla młokosów, człowiek ograny w finałach NBA, który niedawno poczuł smak zwycięstwa. Do tego świetny zadaniowiec nadal potrafiący uratować serię, gdy nic się nie układa (patrz mecz nr 6 Heat-Spurs z ubiegłorocznych finałów). Z pewnością Ray to też inteligentny, mądry facet, który mógłby trochę pokierować gorącą głową  Diona Waitersa (o ile jest to wykonalne?). A wracając na parkiet: mielibyśmy seryjnego trójkowicza, którym kilka lat temu na koniec kariery był chociażby Anthony Parker. Bo trudno wzbudzać grozę, gdy Twoimi najlepszymi rzucającymi trójki są Spencer Hawes czy C.J. Miles…

Sam Allen miałby też niezłego questa: najpierw rujnował wielkie marzenia kibiców Cleveland jako gracz Celtics, później u boku swojego dawnego rywala (LBJ) wygrał mistrzostwo w Miami. Pora na dopełnienie ich wspólnej misji i wspólną walkę po właściwej stronie mocy.


Trzymajmy kciuki za kolana Raya Allena. 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza