środa, 30 października 2013

Progres Cavaliers w rankingu ESPN

Sebastian Cieśliński
Portal ESPN, jak co roku, przygotował ranking graczy ligi NBA. Na którym miejscu znaleźli się nasi zawodnicy? Odpowiedz znajdziecie w tym artykule.

Zaczynając od końca, najdalej wylądował nasz drugorundowy wybór, Carrick Felix, bo aż na 472 miejscu. Tak niska pozycja nie koniecznie wynika z tego że Felix jest słabym zawodnikiem, po prostu musi on trochę udowodnić zanim zacznie być doceniany. Niestety, nie przyjdzie mu to łatwo. Aktualnie Cleveland ma sporo zawodników na jego pozycji i najprawdopodobniej zacznie on sezon 2013/2014 w D-League.

Następny w kolejności jest Sergey Karasev. Uplasował się on na 314 miejscu. Jestem pewien, że po tym sezonie młody Rosjanin podskoczy, co najmniej, o 100 pozycji w górę. Już teraz, w preseason, mogliśmy zobaczyć dlaczego Cavaliers byli tak szczęśliwi wybierając go z 19. Dobry rzut, umiejętność kreowania gry innym, naprawdę przyjemnie ogląda się go na parkiecie. Możemy być w tym miejscu tylko optymistami.

Miejsce 270 zajął C.J. Miles. Zaliczył spadek w porównaniu do rankingu na sezon 2012/2013 o dwadzieścia pozycji. Mimo to, ciągle jest solidnym graczem dobrze biegającym po zasłonach, rzucającym pewnie trójki, gdzie z Bynumem pod koszem, ta umiejętność się może szczególnie przydać. Żeby powalczyć o parę miejsc wyżej na pewno będzie musiał poprawić obronę i selekcję rzutów. Jeśli to zrobi to kto wie, może nawet zobaczymy go w pierwszej piątce zespołu.

Kolejnym zawodnikiem na liście jest Tyler Zeller. Zajął on 250 miejsce, podskakując o 49 pozycji. Atletyczny center nie ma łatwego życia w Cleveland. Mimo dobrej gry w pierwszym sezonie będzie skazany na role dopiero trzeciego centra. Ciekawy jestem, czy Zeller da radę pokazać na co go stać w tak okrojonych minutach.

Na miejscu 241 mamy kolejnego zawodnika, który zaliczył wzrost w rankingu i to o całe 30 miejsc. Mowa tu o Alonzo Gee. Nasz skrzydłowy ma za sobą solidny, lecz nie spektakularny sezon. Jego domeną jest zdecydowanie defensywa i atletyzm. Niestety najprawdopodobniej wypadnie z podstawowej rotacji, chyba że nagle zacznie trafiać solidnie trójki ze wszystkich pozycji.

Następnie mamy Earla Clarka, który swoim skokiem  w rankingu spokojnie może się chwalić. Rok wcześniej ESPN talent Clarka oceniło dopiero na 351 pozycję. W tym roku, po dobrym sezonie w Lakers, gdzie zaskoczył chyba każdego, podskoczył aż! 137 miejsc plasując się na 214 miejscu. Niesamowite w naszym nowym nabytku jest to, że ma on dopiero 25 lat. Potencjał ma niemały i najprawdopodobniej to on będzie startować z pozycji numer 3. Mam nadzieje, że Clark dalej będzie zaskakiwać rozwojem, poprawi rzut oraz uniknie szybkiego łapania fauli, bo czasem niestety ma z tym problem.

Nasz pierwszy wybór w drafcie 2013, Anthony Bennett uplasował się na pozycji numer 133. Do tego gracza można mieć wiele pytań. Przyszła gwiazda? Potencjalny Bust? Kto wie, póki co Bennett pokazał nam i to i to. Ja osobiście bardzo cieszę się z tego wyboru bo naprawdę, jeżeli pozostajemy w sytuacji, gdzie wierzymy w Diona Waitersa, czyli odrzucamy Oladipo na wstępie, to właśnie Bennett był najciekawszym graczem tego roku w NCAA. Na korzyść byłej gwiazdy UNLV na pewno wpłynie brak jakiejkolwiek presji. Będzie miał on dużo czasu na rozwój i przede wszystkim to nie na nim gra w Cleveland będzie się opierać. Na pewno jeszcze nie teraz. Potencjał w tym zawodniku jest ogromny, my po prostu musimy uzbroić się w cierpliwość i myślę, że Bennett za jakieś dwa lata będzie mocny.

Przechodzimy teraz na pozycję 115, gdzie znajduje się, o dziwo, Jarrett Jack. Nie za bardzo wiem czego dziennikarze z ESPN umieścili Jacka tak nisko. Kto wie, może przez przypadek nie oglądali tegorocznych Playoffow. Nie mam pojęcia. W każdym razie fakty są takie, że bez niego GSW w życiu nie wyeliminowali by Denver, czy powalczyli na poziomie z San Antonio. Jedno wiemy na pewno, Jack jest kompletnym graczem, do tego najlepszym back-upem w lidze i śmiało możemy powiedzieć, że Grant zrobił mistrzowski ruch podpisując z nim kontrakt. Z nim na ławce w końcu możemy myśleć o czymś więcej niż tylko sezon zasadniczy.

Pięć miejsc niżej znalazł się Dion Waiters. Zaliczył on  imponujący wzrost w rankingu bo mowa tu aż o 183 pozycjach! Pomimo średniego początku, Dion potrafił odbić się i zaliczyć obiecującą drugą połowę sezonu. Mimo, że dalej uważam, że Cavs lepiej zrobili by, wybierając Harrisona Barnesa, jestem fanem obrońcy z Filadelfii. Agresywny, ciężko pracujący, pełen talentu zawodnik który będzie tylko lepszy. Z takim graczem jak Waiters, możemy być pewni, że za rok zobaczymy już go w pierwszej setce.

Na ładną okrągłą pozycję numer 100 trafił jeden z najbardziej niespełnionych talentów w lidze. Mowa tu oczywiście o Andrew Bynumie. Kto wie na jakim poziomie byłby on teraz jakby nie kontuzje. Niesamowite warunki, talent, potencjał. Cavaliers podjęli  ryzyko podpisując go tego lata, ale które może się naprawdę opłacić. Jeżeli utrzyma zdrowie, spokojnie pasuje do pierwszej dziesiątki.

Pozycje niżej znalazł się mój ulubiony Kawalerzysta, Tristian Thompson. Skoczył on na miejsce 99 prosto z pozycji numer 200, więc można zauważyć jak wielki postęp TT robi z roku na rok. Co więcej, jak wielki talent musi drzemać w zawodniku, który na poziomie NBA z sezonu zmienia  rękę którą rzuca i do tego rzuca skuteczniej. Nawet ostatnio trafił parę rzutów półdystansowych i to jeden nad takim kolosem jak Hibert. Niesamowicie ciekawa przyszłość czeka naszego podkoszowego, nie mogę doczekać się już kiedy będę mógł oglądać go ponownie w sezonie zasadniczym.

Drugim najlepszym zawodnikiem Cavs wg rankingu został Anderson Varejao. Uplasował się on na 62 miejscu. Każdy kibic Cleveland dobrze wie, że Andy zasługuje na bycie wyżej, lecz ciągłe kontuzję, problemy ze zdrowiem spychają naszego centra od przebywania w gronie najlepszych.  Mimo tego, że The Wild Thing więcej spędza czasu za boiskiem niż na nim, to ciągle rozwija swoją grę, co jest niesamowite. Uważam, że jeśli utrzyma się przy zdrowiu będzie murowanym All Star’em.

W końcu przechodzimy do naszego numeru jeden, lidera i gwiazdy Kyriego Irvinga. Zdecydowanie nie jest już gwiazdą tylko w Cleveland, bowiem znalazł się on w pierwszej dziesiątce ligi, a dokładniej na pozycji 8. Niesamowite, że grając dopiero dwa lata w lidze, potrafił on przeskoczyć takie nazwiska jak Carmelo Anthony, Tony Parker czy Deron Williams. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że Irving może jeszcze mnóstwo rzeczy w sobie poprawić. Obrona, podania, mniej strat jeśli to zrobi kto wie może nawet zaliczy top 3. Pytanie tylko czy jego organizm da radę wytrzymać. Zmaga się on niestety w każdym sezonie z kontuzjami które przyciągają parę znaków zapytania, co do jego przyszłości. Nie martwiłbym się jednak tym tak bardzo, w końcu żadna z nich nie była zbyt poważna.

Widzimy, że gorszy rok zaliczył jedynie C.J. Miles, a po za nim Kawalerzysci średnio plasowali się o 50 pozycji wyżej. Prosta matematyka pozwala nam zauważyć, że rośniemy w siłę powoli stając się mocnymi kandydatami do występu, przynajmniej, w Playoffach.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza